Dlaczego warto? Przeczytaj.

> 3z1Strona <
  • "Zostaw mnie" - nowa książka o uważności w relacjach

    "Zostaw mnie" autorka Gayle Forman Premiera 22 listopada 2016 Maribeth Klein to wiecznie zabiegana pracująca matka. Wszystko, co wiąże się z domem, z mężem i z dziećmi, spoczywa na jej barkach. W Maribeth Klein odnajdzie siebie każda kobieta, której zdarzyło się kiedykolwiek pomyśleć, że zamiast wracać do domu i robić obiad, wolałaby uciec na koniec świata. Cząstkę siebie odnajdzie w niej każdy, kto kiedykolwiek zapragnął wsiąść do pociągu i pojechać gdzieś, gdzie nikt nie oczekiwałby od niego nieustannego usługiwania. „Zostaw mnie” to intrygująca książka o lękach, przed którymi wszyscy staramy się uciekać. Gayle Forman przedstawia nam fascynujących bohaterów – mężów, żony, przyjaciół i kochanków – którym zdarza się popełnić błąd i się potknąć, ale którzy stają się dzięki temu lepszymi ludźmi i uczą się przebaczać. Tym samym dowodzi, że jest wnikliwą obserwatorką ludzkiej natury. Jej książka to wciągająca analiza współczesnego macierzyństwa wraz ze wszystkimi jego niejednoznacznościami, a także próba odpowiedzi na pytanie: co się dzieje, gdy dojrzała kobieta porzuca dom? Jak stworzyć siebie na nowo, gdy przestajemy rozpoznawać się w lustrze? Czy można wiedzieć, dokąd się zmierza, jeśli się nie wie, skąd się przybyło? Na te pytania próbuje sobie odpowiadać rozemocjonowana Maribeth, złożona i fascynująca główna bohaterka książki „Zostaw mnie”. W swojej pierwszej powieści dla dorosłych Forman przypomina czytelnikom, że znalezienie odpowiedzi na te pytania wymaga wnikliwych poszukiwań. Jodi Picoult, autorka bestsellerowej książki „Już czas” „Zostaw mnie” to pogodna i momentami zabawna opowieść o tym, że czasem trzeba porzucić wszystko, co się kocha najbardziej, żeby na nowo odnaleźć drogę do własnego świata. To poruszające świadectwo potęgi miłości i uzdrowicielskiej mocy przebaczenia”. Tayari Jones, autorka książki „Silver Sparrow” Wznoszę toast za kobiety prowadzące skomplikowane życie oraz pisarki, które o nich opowiadają. Gayle Forman przedstawia bohaterki w różnym wieku, niezmiennie jednak dowodzi niezwykłej wnikliwości w obserwacji niuansów życia kobiety”. Gabrielle Zevin, autorka powieści „Między książkami” Gayle Forman to wielokrotnie nagradzana autorka powieści dla młodzieży. Za „Jeśli zostanę” otrzymała dwie nagrody: 2009 NAIBA Book of the Year Award oraz 2010 Indie Choice Honor Award. Forman zajmuje się również dziennikarstwem, a jej teksty pojawiają się między innymi w „Seventeen”, „Cosmopolitan” oraz „Elle”. „Zostaw mnie” to jej debiut w świecie literatury dla dorosłych. Mieszka w nowojorskim Brooklynie wraz z mężem i dwiema córkami.

  • Multitasking

    Multitasking (wielozadaniowość ) to wykonywanie więcej niż jednego zadania jednocześnie, na przykład odbieranie telefonu podczas pisania maili, rozmawianie i przeglądanie w tym czasie gazety, używanie telefonu podczas prowadzeni a samochodu itd. Często wydaje nam się, że w ten sposób efektywniej wykorzystujemy czas. Mit multitaskingu Już sama nazwa „multitasking” wprowadza nas w błąd. Jako ludzie nie jesteśmy poznawczo zdolni do wielozadaniowości. Ludzki m ózg może skupić się tylko na jednym zadaniu w danym momencie. Kiedy chcemy skupić się na dwóch odmiennych zadaniach w tym samym czasie, oznacza to, że przerzucamy wtedy uwagę z jednego zadania na drugie – tracąc w ten sposób informacje i czas. Nie dotyczy to oczywiście automatycznych czynności, nie wymagających naszej uwagi, np. mogę spacerować i jednocześnie żuć gumę. Multitasking wpływa negatywnie na jakość i efektywność pracy. Badania pokazują, że jeśli zamiast pełnego skupienia na danym zadaniu, przerzucamy uwagę z zadania na zadanie, prawidłowe wykonanie tych zadań zajmuje około 50% więcej czasu i popełniamy przy tym około 40% błędów więcej. Za każdym razem , kiedy zmieniamy zadanie, mózg musi przejść skomplikowany proces dezaktywacji neuronów związanych z jednym zadaniem i aktywacji neuronów dotyczących drugiego zadania. Oznacza to, że kiedy chcesz wysłać sms podczas rozmowy, musisz najpierw wycofać uwagę z rozmowy, aby skupić się na treści wysyłanej wiadomości. Umykają nam w ten sposób ważne informacje, nie wspominając już o zniecierpliwieniu naszego rozmówcy, który natychmiast odczuje brak naszej obecności. Z tego samego powodu multitasking może okazać się niebezpieczny. Rozmawianie przez telefon podczas jazdy samochodem powoduje ogromny wzrost ryzyka wypadku, nawet jeśli używasz tzw. zestawu głośnomówiącego. Multitasking powoduje wydzielanie hormonów stresu (adrenalina, kortyzol) i negatywnie wpływa na pamięć Ciągłe przerzucanie się z zadania na zadanie wyczerpuje nas psychicznie i fizycznie. Przyczynia się też do powstawania długofalowych problemów zdrowotnych związanych ze stresem. Stres powoduje uszkodzenie pamięci krótkotrwałej. Multitasking powoduje, że trudniej nam przypomnieć sobie szczegóły pracy, którą wykonaliśmy w przeszłości - w porównaniu z sytuacją , kiedy w pełni skupiamy się na danym zadaniu. Współczesna technologia sprzyja multitaskingowi Ogromnym współczesnym problemem, wpływającym negatywnie na większość obszarów naszej pracy i zwiększającym odczuwany stres, jest zjawisko polegające na tym, że przez większość czasu poświęcamy jedynie częściową uwagę temu, co w danej chwili robimy. Nasze umysły są rozpraszane i przeładowane ciągłym napływem informacji. Jesteśmy stale odciągani od pełnego skupienia w danym momencie – przez dzwoniący telefon, powiadomienia, przychodzące maile itp. Przyczynia się do zmęczenia, stresu, chaosu w naszej głowie i spadku zadowolenia w miejscu pracy. Często mamy odczucie, że pracujemy bardzo ciężko, ale wiemy jednocześnie, że nie pracujemy zgodnie z własnymi oczekiwaniami czy możliwościami. Aby chronić się przed skutkami multitaskingu , możemy wyłączyć powiadomienia czy sygnały dźwiękowe na swoich urządzenia elektronicznych lub wyznaczyć specyficzny czas na sprawdzanie przechodzących wiadomości. W niektórych nowoczesnych organizacjach wprowadzono zakaz używania sprzętu elektronicznego podczas spotkań, aby odzyskiwać w ten sposób pełne skupienie. Pułapka drobnych zadań. Kiedy zakończymy jakieś nie wymagające zadanie z sukcesem, np. wyślemy maila, aktywizuje to układ nagrody w naszym mózgu poprzez zwiększenie poziomu dopaminy – hormonu szczęścia. Taka gratyfikacja może skłaniać nas do ciągłego przerzucania się z jednego małego zadania na drugie. Sprzyja to powstawaniu szkodliwego nawyku umysłowego, polegającego na ciągłym wykonywaniu drobnych zadań, nie wymagających od nas myślenia krytycznego (np. mailowanie, aktywność na facebook u czy tweeter ze ) oraz odkładaniu zadań ważniejszych i trudniejszych na późnej. Uważność , czyli pełne skupienie – antidotum dla multitaskingu Nie możemy zmniejszyć ilości napływających zadań i wymagań – ale mamy wpływ na to, jak dużo zadań wykonujemy w jednym momencie. Kiedy skoncentrujemy się na tym, co jest przed nami do zrobienia właśnie teraz, zyskujemy większą kontrolę i spokój. Najbardziej efektywne jest pełne skupienie na jednym zadaniu i regularne krótkie przerwy, stanowiące odpoczynek dla mózgu – wyostrzające uwagę i zwiększające kreatywność. Kiedy zaczynamy się skupiać na jakimś zadaniu, odczuwamy na początku rozproszenie umysłowe, ale z czasem pojawia się pełne skupienie, dające nam satysfakcję i powodujące, że nasza praca staje się efektywna. Warto ostatecznie rozprawić się z mitem multitaskingu, bo praca w pełnym skupieniu na jednym zadaniu przynosi nam o wiele większą satysfakcję, rozluźnienie ciała, stajemy się wtedy bardziej efektywni w tym , co robimy i lepiej to zapamiętujemy. Jolanta Tadeusiak

  • Jak sobie radzić z lękiem przed śmiercią

    We all die. The goal isn't to live forever, the goal is to create something that will. "Na koniec tracimy wszystko, co mamy, ale ta strata nie może mieć ostatecznego znaczenia. Nasze domy, samochody, prace, pieniądze, nasza młodość i nawet nasze ukochane osoby stanowią jedynie pożyczkę o d losu. Nie możemy zatrzymać niczego, a dotyczy to także naszych bliskich. Nawet nasz świat nie jest stabilny, nie mówiąc już o tym, co w nim posiadamy. Wszystko jest czasowe. Ta prawda nie powinna nas jednak smucić. Wręcz przeciwnie, może spowodować, że bardziej docenimy to, co nam zostało dane. Nie lubimy w ten sposób patrzeć na życie. Wolimy udawać, że jesteśmy nieśmiertelni i zawsze będziemy mieli to, co mamy. Nie lubimy tez myśleć o ostatecznej utracie wszystkiego, jaką jest śmierć.” Fragment z książki Elisabeth Kubler-Ross – Lekcje życia ... Radzenie sobie z lękiem umierania i śmierci Choroba nowotworowa jest tak trudna do przyjęcia i powoduje wiele obaw i lęków z uwagi na swój jakże często trudny i dokuczliwy przebieg. Przeraża ona również dlatego, że wywołuje u pacjenta i jego bliskich lęk o życie. Wraz z chorobą nowotworową pojawia się pytanie: „czy będę żyła, czy może umrę”? Chce poruszyć ten temat i skupić się na tematyce dotykania odchodzenia i śmierci w chorobie onkologicznej. Zdaję sobie sprawę jak bardzo trudny, ale i delikatny zarazem jest to temat. Uważam, że jednak należy w miarę swoich możliwości oswajać go i to nie tylko z powodu choroby nowotworowej. Dla większości ludzi w naszej kulturze sama tylko myśl o umieraniu i śmierci jest bardzo przerażająca. Sama myśl o rozmowie z innymi osobami o procesie odchodzenia i umierania wydaje się stresująca. Bardzo wiele osób unika w ogóle tego tematu. Wiele osób zostaje z tym tematem zupełnie osamotniona, jest tylko ze swoimi ruminującymi myślami, które często potęgują okropny strach i bezradność. A tak naprawdę każdy z nas - zdrowy czy chory - miał lub ma choćby raz myśl o śmierci i umieraniu. Uważna rozmowa na ten temat z rodziną, przyjaciółmi, zespołem lekarskim, duchownym może przynieść ulgę, może zmniejszyć lęk i panikę oraz zredukować poczucie izolacji i odcięcia. Pozwolenie sobie na taką rozmowę, na wyrażenie swoich lęków jest bardzo oczyszczające i pomocne. Kiedy pracuje się z pacjentami, jakże często w ich oczach widać ten niewysłowiony lęk i niewypowiedziane pytania o śmierć, o odchodzenie. Czasami w procesie leczenia pacjent dochodzi do momentu, gdy medycyna jest bezradna, gdy nie można zastosować już żadnego skutecznego leczenia. Czasami bliscy za wszelką cenę próbują wszelkich możliwych sposobów na podtrzymanie najbliższej osoby przy życiu. Czasami przeradza się to też w terapię uciążliwą, niekoniecznie słuszną i dobrą dla pacjenta. Potrzebna jest bardzo duża uważność na pacjenta, na jego myśli, na komunikaty jakie wysyła do swoich bliskich. Czasami mogą to być ukryte pytania o śmierć, o odchodzenie. Czasami jest to wysyłany sygnał do rozpoczęcia rozmowy z pacjentem na ten temat. Często osoby wspierające nie są gotowe na taką rozmowę. Warto jednak takie rozmowy z pacjentem odbyć, jeśli to możliwe. Wiele z naszych lęków i obaw dotyczących śmierci i umierania może być oswajana przy zastosowaniu następujących trzech kroków: zauważ swoje lęki i obawy związane ze śmiercią - zwróć uwagę na to, co się w tobie pojawia, w twoim ciele, myślach i emocjach; podziel się swoimi obawami z kimś, kto zechce cię wysłuchać; skup się na jakości swojego życia. Uświadom sobie swoje konkretne lęki Każdy z nas ma wiele obaw i lęków w związku z myślą o śmierci. One są bardzo specyficzne dla każdego z nas. Warto sobie to uświadomić i zidentyfikować, może nawet zapisać te swoje specyficzne lęki zamiast pozostawać uwięzionym w nich i zamiast tworzyć czarne scenariusze. Czasami może nie znaleźć się żadna konkretna odpowiedź czy rozwiązanie. Sam jednak fakt podzielenia się tymi trudnymi myślami i lękami w bliskimi, przyjaciółmi czy zespołem leczącym, psychologiem pozwoli poczuć się mniej samotnym i przerażonym. Inne osoby mogą wybrać rozmowę z osobą, która również miała lub ma doświadczenie choroby nowotworowej. Można o tym porozmawiać na grupie wsparcia dla pacjentów. To też może pomoc zredukować lęk i stres. Poniżej podaję kilka przykładów lęków jakie towarzyszą ludziom. Strach przed nieznanym – to jest normalne, że czujemy lęk przed czymś, czego nie możemy sobie nawet wyobrazić Lęk przed bólem i cierpieniem – wiele osób obawia się bólu i cierpienia w ostatnich dniach swojego życia, którego być może nie da się uniknąć, uśmierzyć i opanować. Jeżeli taka obawa się pojawia, to należy porozmawiać ze swoim lekarzem prowadzącym o swoich obawach. Lekarz wraz z zespołem powinien pozwolić wytłumaczyć pacjentowi i jego bliskim medyczne sposoby i korzyści uśmierzania bólu, które mogą okazać się pomocne i mogą przynieść ulgę i zminimalizować dolegliwości bólowe. Lęk przed ukaraniem – osoby wierzące i niewierzące czasami mają poczucie, że będą ukarani za to, co zrobili lub czego nie zrobili. Każdy z nas ma w swoim życiu rzeczy, które być może z perspektywy czasu zrobiłby inaczej, podjąłby inne decyzje, gdyby mógł cofnąć czas. Podzielenie się tymi żalami w sposób otwarty i szczery z bliskim osobami, wypowiedzenie tego po prostu może przynieść ulgę i uwolnienie się od tego rodzaju lęków. Powoli też poczuć się mniej związanym. To bywa bardzo oczyszczające. Jeśli nie mamy osoby, której moglibyśmy to powiedzieć, możemy to sobie zapisać na kartce papieru. Lęk przed tym, co się stanie z moimi bliskimi osobami – to jest jeden z najczęstszych lęków, jakie ogarniają pacjentów. Warto tu pomyśleć z wyprzedzeniem o zrobieniu konkretnych planów. Pomyśleć o tym, jak podomykać wszystkie ważne sprawy, jak uporządkować sprawy prawne i finansowe. Takie konkretne działania pozwalają zmniejszyć tego rodzaju lęki i obawy. Lęk przed utratą kontroli - potrzeba kontroli naszego życia i naszych spraw jest w naszej naturze. Warto tu jednak sobie uświadomić i spisać rzeczy, na które mamy wpływ i które możemy kontrolować i te, na które wpływu nie mamy i nie zmagać się z nimi. Skupiać należy uwagę tylko na tych, które rzeczywiście są pod naszą kontrolą. Izolacja – będąc otwartym i mówiąc szczere o swoich obawach i lękach swoim bliskim pozwoli też im czuć się bardziej komfortowo w kontaktach z tobą. Daj im znać, że ciągle chcesz wiedzieć, co się dzieje w ich życiu i to jest dla ciebie w porządku aby pożartować, rozmawiać o zwykłych sprawach, ale i o tych poważnych, które zaprzątają ich głowy. Każdy może mieć swoje inne indywidulane obawy. Dzielenie swoich obaw z innymi Otwarte i uważne komunikowanie się z innymi dotyczące odchodzenia i umierania może dla wielu osób stanowić wyzwanie. Obawy o to, że być może kogoś wprowadzimy w strach, złość, brak wiedzy na temat, jak w ogóle zacząć taką rozmowę, obawa o to, że jeśli wypowiem to głośno, to ściągnę to na siebie i to się wydarzy, powodują, że często długo walczymy sami ze sobą, czy w ogóle zacząć taką rozmowę, Jednak zachęcam bardzo do otwartej i uważnej komunikacji. Warto pomyśleć z kim, w jakich okolicznościach, kiedy, w jakim miejscu taką rozmowę odbyć. Warto pozwolić sobie też na zadanie praktycznych i technicznych pytań. Warto dać przestrzeń i czas sobie i swoim bliskim na przygotowanie się do tego momentu w spokoju, z godnością, w uporządkowany sposób. Możecie Państwo zapytać, czy to w ogóle jest możliwe. Tak, jest to możliwe. Oczywiście każdy jest inny i każdy inaczej reaguje, ale jest to możliwe. Jest to właśnie o kończeniu swojego życia z szacunkiem i godnością i empatią na drugiego człowieka. Jest to o świadomym i uważnym towarzyszeniu bliskim w ostatnich miesiącach, tygodniach, dniach, godzinach, minutach. Czasami wydaje nam się, że jak nie porozmawiamy o śmierci, nie będziemy czynić przygotowań to śmierć się nie zdarzy. Otóż zdarzy się - czy tego chcemy czy nie. Dlatego warto zadbać o jakość również i tego etapu naszego życia. Dbałość o jakość życia Warto też sobie uświadomić, że nieważne, co przyniesie przyszłość. Ważne, aby mieć świadomość chwili obecnej i żyć pełnią każdą chwilą tu i teraz. Koncentracja na tu i teraz pozwala zmienić myślenie pełne lęków i obaw na inne tory. Koncentrowanie się na emocjonalnych, społecznych i duchowych aspektach życia nie może być pominięte. Próbuj robić rzeczy, które zwykle robiłeś i które sprawiały ci radość. Jeśli to konieczne, to wprowadź korekty. Baw się z dzieckiem, wnukiem, czytaj, słuchaj ulubionej muzyki, oglądaj swoje filmy. Ciesz się życiem pomimo wszystko. Czerp z każdej minuty swojego życia w danym momencie, w danej chwili. Właśnie teraz. Anna Borzeszkowska

  • Mantra współczucia na trudne chwile - praktyka nieformalna mindfulness

    Gdy życie zaboli… Czasem życie w swojej nieprzewidywalnej zmienności przynosi ból – coś, czego każdy pragnie uniknąć za wszelką cenę. Gdy nie udaje się przed nim uciec czy schować, pojawia się cierpienie fizyczne lub emocjonalne i wtedy potrzebujemy sposobu na poradzenie sobie z tą bolesną sytuacją. My, Praktycy Mindfulness, wiemy, że pomocne jest zatrzymanie się, świadomy oddech, kontakt ze swoim ciałem i umysłem. Zdarza się jednak, że cierpienie spada jak katastrofa, z siłą i nagłością, która obezwładnia. Nie ma wtedy przestrzeni na wybieranie i sprawdzanie, która ze znanych mi praktyk Mindfulness pomoże najskuteczniej. Najbardziej przydatne w takich sytuacjach byłoby coś, co zadziała jak procedura kryzysowa, jak instrukcja na wypadek pożaru. Warto nad nią pracować – nie w sytuacji kryzysowej, lecz w porze spokoju. Jest to wówczas akt przezorności i dbania o siebie – ot, tak „na wszelki, najtrudniejszy przypadek”. Kristin Neff, jedna z najbardziej uznanych badaczek współczucia, proponuje rozwinięcie własnej mantry współczucia dla siebie. Co to jest mantra wspólczucia i jak nad nią pracować? Mantra współczucia dla siebie to zestaw zapamiętanych zwrotów, powtarzanych w ciszy, gdy chcesz dać sobie życzliwe wsparcie. Są one najbardziej przydatne w zamieszaniu i kryzysie, gdy pojawiają się silne nieprzyjemne uczucia. Zwroty zazwyczaj używane to: Oto jest chwila cierpienia. Cierpienie jest częścią życia. Obym był/a dla siebie dobry/dobra w tej chwili. Obym dał/a sobie współczucie, którego potrzebuję. Można uznać, że te zwroty działają dla Ciebie, ale warto też pobawić się nimi, aby zobaczyć, czy można znaleźć sformułowania, które pasują lepiej. Ważne jest to, aby wszystkie cztery aspekty współczucia do siebie były nazwane, a nie aby użyć konkretnych słów. Pierwsze zdanie: „Oto jest chwila cierpienia” ma na celu skierowanie uwagi na to, że doświadczasz bólu. Inne możliwe sformułowania : „Mam teraz naprawdę ciężko”, „To jest naprawdę trudne”, „Teraz boli” lub Twoje własne… Drugie zdanie: „Cierpienie jest częścią życia” ma na celu przypomnieć, że niedoskonałość jest częścią wspólną ludzkiego doświadczenia. Inne możliwe sformułowania: „Każdy czuje się w ten sposób czasem”, „Wiele innych osób prawdopodobnie czuje się tak samo” lub Twoje własne… Trzecie zdanie: „Obym był/a dla siebie dobry/dobra w tej chwili” ma dać poczucie bycia zaopiekowanym/ną przez siebie samą/samego w chwili trudnego doświadczenia. Inne możliwe sformułowania: „Mogę i umiem się sobą zaopiekować”, „Potrafię być dla siebie dobra/y” lub Twoje własne… Ostatnie zdanie: „Obym dał/a sobie współczucie, którego potrzebuję” utwierdza Twój zamiar bycia współczującym/ą. Inne możliwe sformułowania to: „Zasługuję na współczucie”, „Chcę dać sobie współczującą opiekę” lub Twoje własne… Znajdź własne cztery frazy najbardziej osobiste i powtarzaj tak długo, aż je zapamiętasz. Następnym razem, gdy doświadczysz bólu, cicho powtarzaj tę swoją osobistą mantrę współczucia. A teraz po prostu odetchnij, wyprostuj się i otwórz na inspirację – pozwól, żeby Twoja osobista mantra współczucia przyszła do Ciebie wraz ze świadomym oddechem. - Małgorzata Jakubczak Mantra współczucia na trudne chwile - praktyka nieformalna mindfulness by Małgorzata Jakubczak is licensed under a Creative Commons Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne-Na tych samych warunkach 4.0 Międzynarodowe License . W oparciu o utwór dostępny pod adresem http://www.polski-instytut-mindfulness.pl/news/131/85/Mantra-wspolczucia-na-trudne-chwile-praktyka-nieformalna-mindfulness

  • Dłonie - nieformalna praktyka mindfulness

    Mamy ciało. To takie oczywiste, prawda? A jednak jak blisko jesteś sam ze sobą - w swojej fizycznej postaci? Zapraszam Cię dziś do skupienia uwagi na jednej z części Twojego ciała, jaką są dłonie. Może przypomnisz sobie, jak dziecko przygląda się własnym rękom, a może pamiętasz, jak sam tak robiłeś w dzieciństwie? Spróbuj przez chwilę być przy swoich dłoniach z taką właśnie dziecięcą ciekawością. Krok 1. Badanie przy pomocy zmysłów. Najpierw bardzo uważnie i szczegółowo obejrzyj swoje dłonie. Sprawdź, jaki mają kształt i fakturę, jak są zbudowane, jaki kolor ma skóra w różnych miejscach... Przyjrzyj się paznokciom, zarysowi kości i żył, wreszcie swoim liniom papilarnym, które są znakiem Twojej wyjątkowości... Być może zauważyłeś jakieś myśli towarzyszące temu badaniu: może wydaje Ci się to ciekawe lub głupie, może dostrzegłeś upływ czasu w pomarszczonych dłoniach, może zacząłeś porównywać swoje ręce z dłońmi rodziców lub dzieci, a może napłynęły jakieś wspomnienia? Pozwól sobie dostrzec te myśli i towarzyszące im emocje, ale nie angażuj się w nie. Po prostu je odnotuj i powróć do obserwacji. Następnie zacznij badać dłonie dotykiem. Palcem wskazującym jednej dłoni obrysuj powoli swoją drugą dłoń zauważając doznania, które się pojawiają: chłód lub ciepło, łaskotanie lub swędzenie i wszelkie inne bodźce płynące z Twoich dłoni. Powtórz to samo z drugą dłonią... Jeśli chcesz, możesz zamknąć oczy i raz jeszcze wykonać to ćwiczenie, sprawdzając, jak zmienia to postrzeganie ciała przez dotyk. Spróbuj skupić się całkowicie na doznaniach z tej części ciała, nie "wkręcając się" w pojawiające się myśli i emocje. Ale, ale! Mamy przecież jeszcze inne zmysły! Eksperymentuj z nimi, wąchając swoje dłonie, dotykając ich językiem, jeśli to możliwe, nasłuchując dźwięku, jaki wydają palce pocierające o siebie lub np stukające w grzbiet dłoni... Pozwól sobie przez chwilę na eksplorowanie świata Twoich dłoni na wszelkie sposoby, jakie przyjdą Ci na myśl... Cały zanurz się w tym doświadczeniu. Krok 2. Refleksja w klimacie wdzięczności. Teraz połóż dłonie przed sobą - na kolanach lub na stole - i spójrz na nie raz jeszcze, obejmując wzrokiem cały obraz. Uświadom sobie, co to znaczy, że masz dłonie i jak one Ci służą. Pomyśl o ich zachwycającej budowie - o setkach kości, mięśni i ścięgien, o zginających się stawach, o paznokciach, które chronią opuszki, ale też pozwalają Ci się podrapać, kiedy coś Cię swędzi... Zauważ, jakie emocje budzą się w Tobie, kiedy to wszystko sobie uświadamiasz. Następnie pomyśl o przeciwstawnym kciuku, który umożliwia Ci chwytanie i obejmowanie różnych rzeczy - dzięki niemu możesz podnosić do ust jedzenie, trzymać długopis czy pędzel, odkręcać kran i wykonywać tysiące innych, czasem bardzo skomplikowanych czynności... Jakie uczucia to w Tobie budzi? Teraz uświadom sobie możliwość badania dotykiem rzeczywistości wokół Ciebie - za pomocą dłoni możesz sprawdzać choćby temperaturę i fakturę przedmiotów, ale możesz też głaskać ukochaną osobę lub zwierzę nawiązując bliski kontakt... Co czujesz, uświadamiając to sobie? Pomyśl teraz o tym wszystkim, co mogą zrobić Twoje dłonie współdziałając ze sobą: podnosić, obejmować, przytulać, trzymać, ściskać, odkręcać i zakręcać, grać na instrumencie, pisać na klawiaturze, ubierać Ciebie lub inną osobę... Cokolwiek przyjdzie Ci do głowy, przyglądaj się, jak to wpływa na Twoje emocje. Na zakończenie tego ćwiczenia, zamknij na chwilę oczy i poczuj swoje dłonie - ich kształt, ciężar, temperaturę i wszystkie płynące z nich doznania. Jeśli chcesz, możesz podziękować za to, że masz tak wspaniałą część ciała, która służy Ci, jak może, współdziałając z mózgiem i całą resztą Twojego organizmu. Sprawdź, jak się czujesz po tym ćwiczeniu - zarówno w wymiarze fizycznym, jak i psychicznym. Czy odkryłeś coś nowego? A może coś "starego"?... Emilia Kędziorek *Dłonie na filmiku należą do Zuzanny Ziomeckiej. Autorem obrazu jest Fischer. Dłonie - nieformalna praktyka mindfulness by Emilia Kędziorek is licensed under a Creative Commons Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne 4.0 Międzynarodowe License . W oparciu o utwór dostępny pod adresem http://www.polski-instytut-mindfulness.pl/news/126/85/Dlonie-nieformalna-praktyka-mindfulness

  • Zapach - nieformalna praktyka mindfulness

    Ogłaszam dzisiejszy dzień Międzynarodowym Dniem Zapachu. W ramach tego nowego święta proponuję nieformalną praktykę uważności polegającą na podążaniu za swoim nosem. Mam teorię, że w ramach przyjaźni międzygatunkowej z psami, podzieliliśmy się z nimi zmysłami. My, ludzie, postawiliśmy na wzrok, a psom całkowicie oddaliśmy powonienie. Chociaż wiem, że aparat węchu u psów jest bardziej rozbudowany, to czuję czasem (choć nie nosem), że nasz wręcz zamiera. Mam dowody. Dowód pierwszy: Prawie w ogóle nie mamy słów określających powonienie. Najczęściej pożyczamy określenia opisujące smaki, by opowiedzieć, co wyczuwa nos. Dowód drugi: Perfum używamy topornie, bez opamiętania i w dzikich ilościach w domu, w sklepach, w toaletach. Jakbyśmy ich w ogóle nie czuli do momentu, gdy zaczynają nam wypalać oczy. Zwróć uwagę na ilość zapachów w twoim codziennym użytku. Ciała pokrywamy istnym galimatiasem woni, dbając o to, by każdy rodzaj mydła, szamponu, kremu, dezodorantu, a na koniec perfum był inny, ale równie wyrazisty. Na takie upachnione „czyste” ciało zakładamy ubrania pachnące proszkiem do prania i wio do samochodu, w którym odświeżacz powietrza dynda z lusterka. Wysiadamy i idziemy do sklepu, w którym automaty spryskują nas zapachami świeżo pieczonego ciasta*, dzikiej polany lub feremonami, skłaniającymi do robienia sobie przyjemności (w domyśle: zakupów). Wyciągnij dziś zapachy z tego skotłowanego tła. Zwróć na nie uwagę pełną ciekawości i gotowości na wszystkie barwy i tonacje, które wonią dookoła. Uważaj na to, co będzie się działo! Nieformalna praktyka uważności na zapach Krok 1. Śledząc dziś oddech podczas medytacji, poświęć chwilę na odnotowanie zapachu Bez względu na to, czy zrobisz dziś body skan, uważną jogę, medytacje siedzącą czy przez 10 minut śledzisz oddech, znajdź przestrzeń w swojej praktyce na zapach. -Przedłuż swoją dzisiejszą praktykę o 3, maks. 5 minut, by stworzyć przestrzeń na odnotowanie treści swojego oddechu. Przekieruj delikatnie uwagę - z ruchu jaki oddech wywołuje w twoim ciele i z doświadczenia tego napełniania ciała powietrzem oraz jego opróżniania - na zapach powietrza, które wpada do twojego ciała z zewnątrz. -Uświadom sobie , że powietrze składa się z wielu elementów, jest mieszanką najmniejszych fizycznych cząstek latających dookoła nas, odrywających się, spadających, wykluwających się i odczepiających się od ludzi, roślin i przedmiotów w naszym otoczeniu. Oddychanie jest formą stawania się częścią tego otoczenia. Wciągając do swojego wnętrza zapach miejsca, w którym jesteś, mieszasz się z nim i stajesz nierozłącznie jego częścią. Wydychając powietrze dodajesz do unikalnej mieszanki mikrocząstek wokół siebie malutkie kawałeczki swojego ciała - swój, jedyny taki na świecie, zapach. -Poczuj, jak twoje ciało, poprzez treść oddechu staje się zrównoważoną częścią środowiska, w którym przebywasz. Krok 2. Niech nos cię dziś prowadzi Gdy doświadczysz dzisiaj momentów uważności w trakcie swoich działań, skieruj uwagę świadomie na zapach. -Zwróć uwagę na zapach w windzie w pracy, w parku na spacerze z psem, w szatni dziecka, gdy odbierasz jego/ją ze szkoły, na klatce schodowej lub w sklepie spożywczym. -Zaobserwuj reakcje umysłu na rozpoznanie zapachów w twoim otoczeniu. Jakie pojawiają się oceny, skojarzenia? -Poczuj reakcje w ciele - w ustach, płucach, w mięśniach. Sprawdź , czy dowiedziesz się czegoś nowego o sobie lub o swoim otoczeniu, dzięki zasilaniu uwagą stęsknionego za nią nosa. - Zuzanna Ziomecka *Nasz cywilizacyjny stosunek do zapachów jest podobny do tego, jak kiedyś używano przypraw, gdy dopiero zaczęły do nas dopływać z Indii. Wszystkiego było we wszystkim bez ładu i składu, i dużo. Słodkie ze słonym, korzenne ze świeżym i ziołowym. W tym okresie sól i cukier często wsypywano do jednego naczynia i dodawano do potraw w proporcjach 50/50. Z tych ułańskich mieszanek średniowiecznych ostał się tylko jeden przepis - na piernika. Zapach - nieformalna praktyka mindfulness by Zuzanna Ziomecka is licensed under a Creative Commons Uznanie autorstwa - Użycie niekomercyjne - Bez utworów zależnych 4.0 Międzynarodowe License . W oparciu o utwór dostępny pod adresem http://www.polski-instytut-mindfulness.pl/news/120/85/Zapach-nieformalna-praktyka-mindfulness

  • "Uważność i psychoterapia" już na polskim rynku

    Zrób sobie prezent na Dzień Dziecka i kup najnowszą książkę Wydawnictwa Uniwersytetu Jagiellońskiego „UWAŻNOŚĆ I PSYCHOTERAPIA" (red. Christopher K. Germer , red. Ronald D. Siegel , red. Paul R. Fulton). "Uważność i psychoterapia". Redaktor: red. Christopher K. Germer , red. Ronald D. Siegel , red. Paul R. Fulton Przekład Małgorzata Cierpisz Seria : Psychiatria i Psychoterapia ISBN: 978-83-233-3873-4 Ten praktyczny podręcznik napisany przez znakomitych znawców tematu zawiera klarowne opisy procedur, które można stosować w pracy z pacjentami. Autorzy łączą doświadczenie kliniczne z danymi empirycznymi i refleksją nad zawodem terapeuty. Omawiają podstawy medytacji uważności i psychologii buddyjskiej z uwzględnieniem podobieństw łączących je ze współczesną teorią i praktyką psychoterapeutyczną. W rozdziałach poświęconych relacji terapeutycznej pokazują, że kultywowanie uważności pogłębia akceptację i empatię, dając pacjentom (i terapeutom) nowe poczucie wolności emocjonalnej. Książka zawiera szczegółowe opisy nowatorskich zastosowań technik uważności w kontekście konkretnych problemów i populacji klinicznych. Przedstawia także problematykę terapii depresji, zaburzeń lękowych, przewlekłego bólu, traumy i uzależnień oraz metody stosowania zasad uważności w pracy z dziećmi. Ostatnia część odwołuje się do historycznych korzeni tej koncepcji, zgłębia najnowsze odkrycia w dziedzinie neurobiologii i analizuje dziedziny łączące uważność z psychologią pozytywną. To nieocenione źródło wiedzy, przydatnych uwag i wskazówek technicznych dla psychologów klinicznych, psychiatrów, pracowników opieki społecznej, konsultantów z dziedziny zdrowia psychicznego, terapeutów pracujących z parami i rodzinami oraz duchownych – również tych, którzy dopiero poznają ideę uważności. Oto wszechstronny, przystępny i rzetelny podręcznik, który pokazuje, jak włączyć teorię i praktykę uważności w psychoterapię. Szczególnie cenne jest nowe ujęcie problemu współczucia i etyki w prowadzeniu terapii. Dr John D. Teasdale, Cambridge, Wielka Brytania Uważność i psychoterapia jest doskonałym źródłem wiedzy dla klinicystów, którzy chcą skorzystać z koncepcji uważności i przynajmniej częściowo złagodzić cierpienie pacjentów. W podręczniku znajdziemy wiele praktycznych technik terapeutycznych oraz konkretnych wskazówek na temat metod wdrażania praktyki uważności do terapii różnych populacji pacjentów. To zupełnie wyjątkowe narzędzie w warsztacie psychoterapeuty. Dr n. med. Stuart J. Eisendrath, Wydział Psychiatrii, Uniwersytet Kalifornijski, San Francisco Dr Christopher K. Germer jest psychologiem klinicznym specjalizującym się w psychoterapii ukierunkowanej na uważność i współczucie. Prowadzi ćwiczenia i konsultacje w zakresie psychologii klinicznej na Wydziale Medycznym Uniwersytetu Harvarda, a także warsztaty i wykłady poświęcone uważności i współczuciu dla siebie na całym świecie. Jest współzałożycielem Instytutu Medytacji i Psychoterapii. Łączy idee i praktykę medytacji z psychoterapią od roku 1978. Dr Ronald D. Siegel jest profesorem na Wydziale Medycznym Uniwersytetu Harvarda, na którym od ponad 30 lat prowadzi zajęcia z psychologii klinicznej. Zasiada w Radzie Instytutu Medytacji i Psychoterapii. Medytacją uważności zajmuje się od dawna. Uczy na całym świecie, dzieląc się wiedzą na temat uważności i psychoterapii oraz związków między umysłem a ciałem w leczeniu. Dr Paul R. Fulton ma prywatną praktykę w Newton w stanie Massachusetts. Prowadzi ćwiczenia i konsultacje z psychologii klinicznej na Wydziale Medycznym Uniwersytetu Harvarda, a także warsztaty poświęcone uważności i przeznaczone dla klinicystów na całym świecie. Był prezesem Instytutu Medytacji i Psychoterapii, a obecnie zarządza programem wydawania certyfikatów w dziedzinie uważności i psychoterapii. Jest autorem licznych książek i artykułów. TOM ZAWIERA CZĘŚĆ I. ZNACZENIE UWAŻNOŚCI • Czym jest uważność? Dlaczego ma znaczenie? • Psychologia buddyjska i psychologia zachodnia: w poszukiwaniu wspólnego podłoża CZĘŚĆ II. RELACJA TERAPEUTYCZNA • Uważność jako metoda w szkoleniu klinicznym • Kultywowanie uwagi i współczucia • Uważność w relacji • Etyka: zagadnienia praktyczne CZĘŚĆ III. PRAKTYKA UWAŻNOŚCI W PRACY KLINICZNEJ • Nauczanie uważności w terapii • Depresja: jak dotrzeć, jak wyjść • Lęk: akceptować to, co się pojawia, robić to, co ważne • Zaburzenia psychofizjologiczne: zaakceptować ból • Uważność, wgląd i terapia traumy • Przerwać pętlę uzależnienia • Praca z dziećmi CZĘŚĆ IV. PRZESZŁOŚĆ, TERAŹNIEJSZOŚĆ I OBIETNICA • Korzenie uważności • Neurobiologia uważności • Psychologia pozytywna i droga bodhisattvy Książkę można zakupić na stronie Wydawnictwa Uniwersytetu Jagiellońskiego TUTAJ Jest to bardzo ważna książka. Nie tylko dla psychoterapeutów, ale dla wszystkich, dla których uważność to nie tylko ciekawa idea czy technika albo coraz bardziej modne słowo, które coraz częściej można usłyszeć w telewizji czy przeczytać w gazecie ale sposób życia. Zachęcamy do jej zakupu.

  • "...nawet zimą pod grubą warstwą śniegu...."

    Bieg życia - jak to bieg - biegnie. W tę lub tamtą stronę. Niekoniecznie w tę samą, w którą ja i moja niestrudzenie pracująca głowa, życzyłybyśmy sobie, aby pobiegł. Bieg mojego życia pobiegł ostatnio w strony, w których albo nigdy nie byłam, albo takie, o których istnieniu co prawda wiedziałam, ale wolałam o nich nie myśleć, nie zwracając wzroku w ich kierunku, udając, że ich nie ma lub mnie nie dotyczą. Najpierw pobiegł w stronę całkiem mi nieznaną - do projektu, którego realizacja była dla mnie ważna, jednak wymagała bardzo dużego zaangażowania. Pomimo to podjęłam się jego realizacji. Kilka kolejnych tygodni okazało się nieustającym wykraczaniem poza sferę własnego komfortu. Najtrudniejsze, a jednocześnie najmniej oczekiwane, było ciągłe konfrontowanie się. Przede wszystkim z własnymi wyobrażeniami, oczekiwaniami, idealistycznym i czysto utopijnym podejściem do drugiego człowieka, bezgranicznym zaufaniem, jakim obdarzam innych. Na własnej skórze mogłam także poczuć to, o czym chwilę wcześniej, dość teoretycznie, słuchałam od mojej nauczycielki Petry Meibert na temat tzw. "eustresu", czyli "pozytywnego stresu". Jeszcze nie tak dawno uważano, że jest rodzaj stresu, który jest dobry, wręcz pożądany - bo jest konstruktywny, pobudzający do działania, mobilizujący, kierujący naszą energię w tzw. "dobrą" stronę. To prawda - pobudza, mobilizuje, koncentruje, jednak nie różni się w tym od "dystresu" ("negatywnego stresu"). Dlatego coraz częściej odchodzi się koncepcji "eustresu" i "dystresu". Dlaczego? Bo niezależnie od tego, czy stresujemy się, bo idziemy właśnie do nowej, wymarzonej pracy czy odczuwamy stres, bo właśnie tracimy kogoś bliskiego, reakcja stresowa, która zachodzi w naszym organizmie jest bardzo podobna w obu tych skrajnych sytuacjach. Realizacja tego projektu była moim marzeniem. W 100% zaangażowałam się w jego spełnianie. Jaki był tego efekt? Przestałam spędzać czas z moimi bliskimi i przyjaciółmi (bo przecież zajmowałam się projektem). Przestałam dbać o swoje ciało (bo przecież nie mam czasu, bo muszę realizować projekt). Przestałam się odżywiać w sposób, który służy mojemu ciału (bo przecież musiałam odpisać na maila albo przygotować kolejny dokument). Zaczęłam źle spać. Moje serce powoli odmawiało dalszej współpracy, to samo stało się z kręgosłupem. Zaniechałam wszystkiego, co mnie wspiera, odżywia i co pozwala mi funkcjonować. Końcowy efekt okazał się opłakany - moje ciało, umysł i dusza ledwo zipały. Bieg życia dobiegł do "wypalenia". Wszystko z powodu realizacji wymarzonego projektu. Bieg życia chwilę potem, niemal truchtem, pobiegł w całkiem inną stronę. W stronę, o której najłatwiej jest nie myśleć lub myśleć, że "przecież mnie to nie dotyczy". W stronę kruchości życia, bliskości śmierci. W stronę mojej babci. Babci, która chwilę wcześniej całkiem dobrze funkcjonowała, a już w następnej chwili przechodziła kolejny, czwarty udar. Nieprzytomność, późna reakcja lekarzy, bardzo rozległe zniszczenia mózgu. To wszystko naraz spowodowało, że kiedy do niej jechałam, dominującą myślą była ta o żegnaniu się. "Jak mam się pożegnać z osobą, która zawsze była obecna w moim życiu?". "Jak to zrobić"? Przypomniał mi się wtedy tekst Elisabeth Kübler - Ross, która całe swoje życie poświęciła pracy z umierającymi. Napisała o tym, że pracując z umierającymi musimy odrobić wiele lekcji: "lekcję strachu, lekcję poczucia winy, lekcję gniewu, lekcję wybaczenia i poddania się śmierci, lekcję czasu i cierpliwości, lekcję miłości, lekcję związków z innymi ludźmi, lekcję zabawy, lekcję utraty i siły, lekcję autentyczności i lekcję szczęścia". Jadąc wtedy do babci "odrabiałam" te lekcje. I jeszcze ich nie skończyłam... Kilka dni później bardzo ciężko rozchorował się mój piesek. Mój przyjaciel. Członek mojej Rodziny. Ciężkie zapalenie wątroby i trzustki. Wyniki tak złe, że lekarze półsłówkami tylko chcieli mówić o rokowaniach, między słowami dając znać, że teraz każda chwila jest ważna. I znowu te pytania: "Jak być z Przyjacielem, dopóki jest?", "Jak korzystać z każdej sekundy, która nagle wydaje się na wagę złota?". Mimo, że tak naprawdę zawsze taka była. Życie jest, jakie jest. Czasem zdarzają się w nim momenty dla nas przyjemne, czasami mniej przyjemne, a czasami całkiem nieprzyjemne. Czy tego chcemy, czy też nie wszystko, co się nam przytrafia, staje się jednocześnie częścią naszego doświadczenia. Częścią naszego życia. Tyle, że ja - wyczerpana, zmęczona, zniechęcona, smutna, rozczarowana, rozzłoszczona - miałam wszystkiego serdecznie dosyć. Nie chciałam już więcej tych swoich doświadczeń. Chciałam, aby zniknęły. Chciałam się ich pozbyć, nie czuć tego, co czuję. Chciałam być zupełnie gdzie indziej, niż jestem. Marzyłam o tym, aby wyjść przez "drzwi wyjściowe swojego życia" i w końcu pożyć "po swojemu". To by było cudowne. Powoli moja uważność pakowała manatki i wyjeżdżała na wakacje. A z długiego urlopu wracało kółko samonakręcających się, bardzo mocno zakorzenionych schematów myślowych, dawno nie widzianych "automatycznych pilotów". Milion mało wspierających sposobów radzenia sobie z trudnościami. I w jednym z takich momentów zniechęcenia i tęsknoty za beztroską usłyszałam piosenkę. I te słowa: "Just remember in the winter far beneath the bitter snows, Lies the seed, that with the sun's love, in the spring becomes The Rose". (Bette Midler) "Pamiętaj, że nawet zimą pod grubą warstwą śniegu, Leży nasionko, które dzięki miłości słońca, wiosną stanie się RÓŻĄ". A potem inną piosenkę. I te słowa: "Ring the bells that still can ring. Forget your perfect offering. There is a crack, a crack, in everything. That's how the light gets in". (Leonard Cohen) "Dzwoń w dzwony, które nadal mogą dzwonić. Zapomnij o swym poświęceniu. Szczelina - we wszystkim jest szczelina, Którą dostaje się światło". Ocknęłam się. Nie do końca spakowana uważność , najpierw z dużym oporem, ale jednak - zaczęła wracać. Zaczęłam zauważać. Najpierw tylko tę szczelinę. Chwilę później delikatny, malutki promyk światła. Malutki promyk światła w postaci zieleniejącej trawy, pierwszej wiosennej muchy, kwitnących właśnie żonkili i storczyka obudzonego z zimowego snu, oddechu w ciele, który w końcu poczułam, a przecież był tam także chwilę wcześniej, pączka dojrzewającego na drzewie, radośniejszego i głośniejszego ćwierkania ptaków, ciepła bardziej odczuwanego na palcach dłoni, powrotów do domu przed zachodem słońca. Powoli zaczęłam wracać do jedynego życia jakie mam - tego, które właśnie mi się przytrafia. Tego, które jest. Na szczęście. I tak sobie wracam. I dziękuję za ten cud uważności. Bo mnie trzyma przy moim życiu - tym prawdziwszym, bardziej autentycznym, bardziej realnym, z krwi i kości. Dotykalnym i bardziej namacalnym :) Agnieszka Guzicka Ps. Miłego posłuchania :) https://www.youtube.com/watch?v=jQY2z6aALD4 https://www.youtube.com/watch?v=_e39UmEnqY8

  • Poznajcie Lindę Lehrhaupt

    Każdy może się dowiedzieć, kim jest i czym się zajmuje dr Linda Lehrhaupt. Wystarczy zatrudnić dowolną wyszukiwarkę internetową i ona po chwili (0,31 sekundy) skieruje nas na około 15 200 witryn, gdzie pojawiają się informacje na jej temat. Na stronie Polskiego Instytutu Mindfulness też jest notka o niej. http://www.polski-instytut-mindfulness.pl/programy/studium-nauczycielskie/wykladowcy Zdecydowałam się napisać o niej w dziale „Mistrzowie Mindfulness – przedstawiamy”, bo mam zaszczyt znać ją osobiście i chcę ją przedstawić jako Mistrzynię Mindfulness, z którą łączy mnie wyjątkowa więź. Kiedy pierwszy raz spotkałam Lindę Lehrhaupt nic nie zapowiadało, że to spotkanie aż tak znacząco odmieni moje życie. Był listopad 2006, Oświęcim, XXI Auschwitz-Birkenau Bearing Witness Retreat - medytacje pokojowe organizowane przez Zen Peacemakers i roshi Berniego Glassmana, o którym napiszę przy innej okazji. Każda z nas uczestniczyła w tym odosobnieniu z własnych powodów, a dodatkowo okoliczności nie sprzyjały nawiązywaniu nowych towarzyskich relacji. A jednak… Już w kwietniu 2007, po kilku miesiącach korespondencji obie wiedziałyśmy, że chcemy się spotkać, skonkretyzować plany współpracy. I tak się stało. Linda przyjechała, zatrzymała się w moim domu za miastem. Któregoś wieczora siedziałyśmy przy ogniu buzującym w kominku i w pewniej chwili Linda zaprosiła mnie do skupienia uwagi na wskazywanych przez nią zjawiskach… W ten zwykły sposób pierwszy raz doświadczyłam prowadzonej medytacji w stylu Mindfulness. W ten zwykły sposób rozpoczęła się nowa epoka w moim życiu. Dla mnie, adeptki zen, było to przełomowe doświadczenie. Po latach poszukiwań świeckiej szkoły medytacji dowiedziałam się, że istnieje coś takiego jak Mindfulness. Po latach błąkania się pomiędzy różnymi cudownymi - lecz nie moimi - nauczycielami medytacji spotkałam Przewodniczkę, za którą byłam gotowa podążyć. Po latach uczenia innych odkryłam w sobie postawę ucznia, otwartość i elastyczność, a także przestrzenie niewiedzenia i zaufania. Po latach pracy z ludźmi odkryłam nowe możliwości, narzędzia i inspiracje. Do dziś całe to wydarzenie traktuję jako cudowne potwierdzenie mądrości życia: gdy uczeń jest gotowy – pojawia się nauczyciel. I tak Linda Lehrhaupt stała się moją Nauczycielką. Dzięki jej otwartemu sercu rozpoczęłam praktykę Mindfulness. Od niej dostałam pierwszą płytę z bodyskanem, z jej inicjatywy wzięłam udział w szkoleniu nauczycielskim w Szwajcarii, to w jej domu dostałam do rąk mój certyfikat nauczycielski MBSR, konsultowałam z nią swoje pierwsze kroki jako nauczycielki MBSR, omawiałam z nią plany rozpoczęcia szkoleń nauczycielskich MBSR w Polsce. Od tamtej pory minęło wiele znaczących, ważnych dla mnie lat. Nasza znajomość ewoluuje, spotykamy się w różnych okolicznościach, również na przyjacielskim gruncie. Do dziś jednak pielęgnuję ten wyjątkowy aspekt naszej znajomości – role mentorki i jej podopiecznej. Mam szczęście doświadczać jej niezwykłej postawy nauczyciela Mindfulness. Hojnie dzieli się swoją wiedzą, doświadczeniem, wspiera, gdy jest to potrzebne, zostawia mi przestrzeń do własnych poszukiwań, błędów, pomyłek, a więc odkryć i sukcesów. Od niej zaczerpnęłam inspirację do wielu pięknych ćwiczeń, które stosuję w mojej pracy. Jednym z przykładów jest medytacja, którą nazywam „Mój świat”. Jest to medytacja wykonywana w pozycji stojącej, najchętniej w naturalnym otoczeniu, na świeżym powietrzu. Łączy w sobie elementy skanowania ciała, uważnego patrzenia, obserwację aktywności umysłu i postrzeganie wielozmysłowe. Teraz, gdy piszę ten tekst, przypominam sobie liczne chwile, gdy Linda zaskoczyła mnie jako mentorka i nauczycielka medytacji. Nie ma tu przestrzeni na wiele przykładów, ale mam ochotę przedstawić jedną z medytacji podczas pierwszego prowadzonego przez nią odosobnienia Mindfulness w Polsce, które zorganizowałam we wrześniu 2011. Podczas medytacji bieżącej chwili Linda zadała pytania, które do dziś mnie zatrzymują: „Czy możesz pozwolić, żeby ta chwila była taka, jaka jest? Czy wytrzymasz ją bez prób zmieniania rzeczywistości? Czy jesteś w stanie czuć to, co teraz czujesz? Myśleć to, co w tej chwili myślisz? Odbierać takie sygnały z ciała, jakie odbierasz? Czy pamiętając o zmienności życia, możesz poczekać spokojnie na zmianę, czy może odczuwasz przymus wymuszania zmian, zgodnie ze swoim wyobrażeniami?" Gdy siedzieliśmy w milczeniu, każdy w poszukiwaniu własnych odpowiedzi, z zamkniętymi oczami, nagle w tej ciszy usłyszeliśmy znaną piosenkę Beatlesów – „Let it be, let it be”. To Linda ją nam pięknie zaśpiewała. A ten tekst stał się prawdziwie słowami mądrości, którymi się wspieram w potrzebie. Do dziś czuję wzruszenie, gdy wraca do mnie ta chwila - było w niej coś niezwykle osobistego, jakby się dzieliła z nami wszystkimi swoim doświadczeniem, że gdy jest nieprzyjemnie, boleśnie, wtedy nawet jej trudno zgodzić się, żeby było, jak jest. Piszę „nawet jej”, bo zdaję sobie sprawę, że oczekiwania, a nawet wymagania uczniów wobec nauczycieli są ogromne. Nie wdając się w szczegóły nauczyciel ma być mistrzem i zawsze, niezależnie od okoliczności wzorem postawy Mindfulness. Dla wielu osób postawa Mindfulness oznacza bardziej konkretne zachowania niż rzeczywiste jakości stanowiące ich podstawę. Cztery szlachetne postawy: miłującej dobroci, współczucia, współradości i nierozróżniania mają się manifestować w określony sposób, którego atrybutami są stoicki spokój, łagodny głos, czuły uśmiech. Ten, kto tak myśli, nawet nie zauważa, że pozbawia Nauczyciela prawa do postawy „nie wiem”, do czucia tego, co czuje i wyrażania swojej prawdy na swój sposób. Takie naiwne i może nawet wzruszające oczekiwanie pokazuje tęsknoty i potrzeby początkujących uczniów w tak oczywisty sposób, że niektórzy nauczyciele może ulegają pokusie, aby je spełniać. Linda Lehrahupt do nich nie należy, jest wierna sobie i swojej prawdzie, demonstrowanej na jej własny, unikalny sposób. Z pełną świadomością konsekwencji takiej postawy dba o swoją wolność pojmowaną tak, jak to opisała Virginia Satir: Widzieć i słyszeć to, co jest tutaj, zamiast tego, co być powinno, było lub będzie. Powiedzieć to, co się czuje i myśli, zamiast tego, co powinno się czuć. Czuć to, co ktoś czuje, zamiast tego, co powinien. Pytać o to, czego się chce, zamiast ciągłego czekania na pozwolenie. Zaryzykować na swoją odpowiedzialność, zamiast wybierania bezpieczeństwa na dryfującej łodzi. Dla mnie to jest właśnie Mistrzostwo – bycie osobą świadomą swoich wartości, mocnych i słabych stron, która niczego nie udaje, nie odgrywa ról, nie spełnia nierealistycznych oczekiwań. Jest na tyle odważna, żeby nie kreować się na kogoś doskonałego i jednoznacznie wyrażać swoje opinie, nawet te, które mogą być uważane za kontrowersyjne. Stać Ją na bycie sobą – silną, wyrazistą i spontaniczną, pełną humoru, wnoszącą atmosferę autentyczności i świeżości. Dla mnie każde spotkanie z nią to praktyka Mindfulness - świętowanie życia. Takiego jakie jest. Napisała Małgorzata Jakubczak

  • Serce uważności

    Podejście współczucia jest coraz szerzej stosowane we współczesnej, zachodniej psychologii, psychoterapii (zwłaszcza w tzw. III. fali terapii CBT) oraz medycynie. Skuteczność tego podejścia oraz jego poszczególnych narzędzi jest potwierdzana poprzez systematycznie rosnącą ilość badan. I podobnie jak uważność narzędzia i filozofia tego podejścia wywodzi się z buddyzmu (choć oczywiście nie tylko buddyzm nawiązuje do pojęcia współczucia). Współczucie to po angielsku compassion. Angielskie compassion wywodzi się z łaciny i oznacza „cierpieć z”, czyli, jak pisze Kristin Neff i Christopher Germer, „być z tym, co trudne”. Można tu zacytować mniszkę buddyjską Pemę Cziedryn, która w jednej ze swoich książek pisze: „W zrozumieniu naszej życiowej niewygody chodzi najpierw o to, by się do niej zbliżyć i ujrzeć ją wyraźnie, zamiast próbować się przed nią gorączkowo ochronić.” Dopiero dotykając tego, co trudne, możemy dać sobie ukojenie. Wpierw jednak potrzebujemy uważności, żeby w ogóle zauważyć, że coś jest trudne, że czegoś brakuje. Uważność również nauczy nas być z tym, co się pojawia bez konieczności uciekania czy też taplania się w tym. Istnieją trzy przepływy współczucia: umiejętność dawania współczucia innym, umiejętność brania współczucia od innych oraz umiejętność dawania go sobie samemu (tzw. współczucie wobec siebie samego). Współczucie wobec siebie samego (ang. self-compassion), według profesor Kristin Neff, składa się z kilku ważnych elementów: dobroci wobec siebie samego, uważności, poczucia wspólnego człowieczeństwa. Dobroć oznacza umiejętność wybaczania sobie swoich błędów, słabości. Uważność to umiejętność zatrzymania się, zobaczenia, co dzieje się we mnie, co dzieje się wokół mnie. Natomiast poczucie wspólnego człowieczeństwa oznacza, że wiele doświadczeń dzielimy z milionami innych istot i jest antidotum na poczucie izolacji i oddzielenia. To współczucie wobec siebie samego nie oznacza, że sobie odpuszczam, że mi nie zależy, że zgadzam się na zastałą rzeczywistość. Wręcz przeciwnie, jest aktywne, skłaniające do aktywnego poszukiwania rozwiązań niwelujących nasze cierpienie (ból, dyskomfort, niezadowolenie, lęk, smutek, to wszystko, co trudne fizycznie i emocjonalnie). Często mówi się, że współczucie jest sercem uważności. Związane jest to z intencją – bez niej praktyka uważności staje się mechaniczna i powierzchowna. Uważność jest wtedy tylko narzędziem, które ma na celu to, żebyśmy poczuli się trochę lepiej, zredukowali nasze napięcia i byli poznawczo lepiej funkcjonujący (w sensie pamięci, koncentracji). Traci jednak swoje głębsze znaczenie odnoszące się do poczucia połączenia ze światem, nie tylko w sensie połączenia ze swoimi emocjami, myślami, ciałem, ale także w kwestii poczucia połączenie z przyrodą i innymi ludźmi. Dzięki współczuciu zauważamy, że nasze poczucie separacji od innych jest tylko iluzją. Autorka: Julia E.Wahl Zapraszamy na prowadzony przez nią warsztat 18 kwietnia 2015. Więcej informacji

  • Jon Kabat-Zinn - z bliska (część II)

    Spotkanie z Kabat-Zinnem uważam za wielki przywilej. Jestem też sobie wdzięczna za pokonanie nieśmiałości i napięcia, które mnie blokowały, na sama myśl o treningu u niego. Onieśmielała mnie jego sława; na Zachodzie, ale też w Azji, spotkania z nim gromadzą tysiące ludzi, a trening u Kabat-Zinna wydawał mi się jeszcze większym wyzwaniem, mimo tego, że miałam za sobą już szkołę certyfikującą nauczycieli mindfulness IMA i dwa nauczycielskie treningi pod kierunkiem nauczycieli z grupy Kabat-Zinna w Massachusetts. Poza zwykłą tremą, była jeszcze obawa: co będzie, jeśli Jon okaże się "guru" na świeczniku, zimnym i wyniosłym "przewodnikiem duchowym", pretensjonalnym profesorkiem? - "Czy my się już spotkaliśmy?" zapytał mnie, ale zanim zdążyłam odpowiedzieć, Saki Santorelli, najbliższy przyjaciel i obecny dyrektor CFM, przedstawił mnie Jonowi jako "our committed student from Poland." I tak chyba jest, pomyślałam; jestem "oddana" CFM za ich styl pracy, który wyraża się w pełnej obecności i wrażliwości na innych ludzi. I oczekuję, że Kabat-Zinn będzie zachowywał się właśnie tak. W tym sensie czułam się wtedy, jak szpieg tropiący swoje własne założenia, gotowa przerwać trening, jeśli tylko zauważę, że "mistrz" sprzeniewierza się własnym zasadom. W ciągu 35 lat, bo tyle upłynęło w ubiegłym roku od stworzenia przez niego CFM, Kabat-Zinn przeprowadził tysiące kursów MBSR, tysiące wykładów, tysiące treningów dla potencjalnych nauczycieli MBSR, poprowadził setki odosobnień. Na swojej drodze spotkał setki tysięcy ludzi. A jednak na żadnym treningu nie daje nikomu do zrozumienia, że wszystko już widział, wszystko już słyszał, wszystko już zna. Wręcz odwrotnie; jego "czy my się już spotkaliśmy" jest zaproszeniem do przypomnienia i słowa, gesty, sygnały składają się w obraz sprzed lat, ale zawsze zapraszają do kolejnego spotkania. Może widzieliście to słynne już zdjęcie w tygodniku Time, na którym, inaczej niż ktokolwiek gdziekolwiek, Kabat-Zinn medytuje z szeroko otwartymi oczami? To jest cały on. Na co dzień medytuje, jak większość z nas, z oczami przymkniętymi, ale medytacja z oczami otwartymi to istota zrozumienia medytacji mindfulness, vipassany, MBSR: jesteś przytomny i obecny, czujny i wrażliwy, spokojny zarazem i zaangażowany. Treningi dla nauczycieli mindfulness w CFM Kabat-Zinna prowadzone są w formie wielodniowych odosobnień; zaczynają się o 6-ej rano i kończą o 22-ej, z przerwami na trzy posiłki. Nie ma innych przerw w trakcie zajęć. Pierwsza obserwacja, które mnie uderza na treningach u nauczycieli CFM, to wrażenie ich ponadprzeciętnej solidności. I pod tym względem Kabat-Zinn nie korzysta z żadnej taryfy ulgowej; jest zawsze gotowy do pracy zanim pojawią się pierwsi uczestnicy treningu, nie opuszcza żadnych zajęć, chociaż zwykle prowadzi je w parze i mógłby odpocząć na boku, nie odwołuje żadnych zajęć, nie skraca, nie przesuwa, bo jet lag, zmęczenie, inne sprawy, kolega mnie zastąpi, boli mnie głowa. No i przychodzi koniec zajęć, a Kabat-Zinn dalej jest: w kolejce do niego ustawiają się dziesiątki ludzi, a Jon stoi, siedzi, przytula, słucha, patrzy, słucha, i mówi też, jak najbardziej. :) Kiedykolwiek zechcesz mu coś przekazać, czekaj cierpliwie - on jest. Tak obserwowałam go przez pięć dni na moim pierwszym z nim treningu, myśląc, że w końcu "pęknie"; spóźni się, zmęczy, zniechęci, odwróci się, nie przyjdzie, o, na przykład na wykład Saki Santorellego, no, ten to już tyle razy słyszał, że na pewno go nie będzie, pomyślałam, zajmując miejsce i zanim skończyłam myśleć, Kabat-Zinn usiadł akurat obok mnie. Piękny wzór nauczyciela mindfulness - aktywna obecność, ale też imponująca dyscyplina, której oczekuje się od uczestników kursów. Nie ma skrzywionych min, niezadowolenia, fochów. Jest przyzwolenie na wszystko, więc i na nieobecność, a jednak frekwencja jest stuprocentowa. Jest przyzwolenie na leżenie, spanie, drzemkę, niemówienie, pracę po swojemu, a jednak, kiedy nadchodzi konieczność przeorganizowania wnętrza w trakcie ćwiczeń - wszystko dzieje się w minutę, dwie, nawet jeśli na sali jest ponad sto osób. Klarowne instrukcje i przykład, który idzie z góry. Na tych zajęciach panuje perfekcyjna organizacja, która daje poczucie bezpieczeństwa uczestnikom i motywuje do tego, żeby faktycznie być tu i teraz. Kabat-Zinn słynie z łagodności, poczucia humoru i dystansu. Ale to nie wyklucza innych cech - stanowczości, powagi, zaangażowania. Kiedy prowadzi zajęcia z jogi, a dla ciebie zabrakło maty - bądź pewny, że on odda ci swoją, zrobi to między jedną a drugą asaną, bez zbędnych słów. Wyśmieje swoją medialną sławę, ale nie będzie szydził z domorosłych znawców mindfulness, którzy próbują dziś zbijać kapitał na jego pracy, nie powołując się na MBSR albo powołując się bez żadnego związku. Nie strzeże zazdrośnie swojego programu, nie chce być policjantem mindfulness i nie bierze udziału w próbach zdeprecjonowania tego, co zrobił dla wprowadzenia mindfulness do opieki zdrowotnej, edukacji i programów społecznych w zachodnim świecie. "Welcome", mówi łagodnie każdemu, kto chce żyć świadomie i interesuje się mindfulness. A jeśli nie umiecie się między sobą pogodzić, jeśli waszym sposobem na praktykowanie mindfulness jest wyjęta żywcem ze świata bezwzględnej konkurencji drapieżna rywalizacja - sami spalajcie się w tej walce. Ja robię swoje, MBSR. To i tak za dużo na jedno moje życie. "Welcome." W tym miejscu można byłoby pewnie rozwinąć wątek odłamów, szkół, ruchów, które zostały zainicjowane przez konsekwentną pracę Kabat-Zinna i CFM. Wiele z nich pozostaje lojalne wobec twórców MBSR, wiele wybrało zwykłą rywalizację. Na tym korzysta jednak głównie CFM, bo właśnie tam udaje się każdy, kto chce uwiarygodnić swoją działalność; dla przykładu podaję najpopularniejsze na świecie programy, które wyrosły z MBSR albo bliskiej współpracy z Kabat-Zinnem: MBCT na Oxfordzie, Mindful Nation Tima Ryana, Search Inside Yourself Google'a, Thrive HaffingtonPost, Action for Happiness, Mindful Nation UK, które włączyło MBSR jako obowiązkowy program opieki psychologicznej w Wielkiej Brytanii; Hiszpania, Dania, Szwecja mają swoje lokalne adaptacje, które są stosowane w publicznej służbie zdrowia i w szkołach. O uniwersytetach nie wspominam, bo to jeszcze szerszy temat. O pracy badawczej - tym bardziej. Dziś CFM Kabat-Zinna to międzynarodowy ośrodek psycho-edukacyjny, naukowy, medyczny i społeczno-kulturowy. Czy byłoby to możliwe, gdyby Kabat-Zinn dał się stłamsić akademickiej krytyce? A nie zapominajmy, że z drugiej strony, ze strony nauczycieli buddyzmu, krytyka nie jest słabsza. Mówi: "Możecie się spierać, ale ludzie czekają na pomoc. Mają na to tylko jedno życie. I mnie interesuje to, jak im pomóc, a nie ambicjonalne spory o to, kto ma rację." - Teraz ty: wyobraź sobie, że każdego dnia budujesz swój dom z kolejnych cegieł, powoli, w twoim tempie, nawet przyjaciele mówią ci, że to szaleństwo, architekci szydzą, że nie masz pojęcia, bo nie jesteś architektem, murarze, że co ty wiesz o murowaniu, ale niektórzy zaczynają się przyłączać, radzą, pomagają, i wspólnymi siłami domek staje i coraz więcej ludzi do niego zagląda, bo jest tam cicho, spokojnie, bezpiecznie, a jeszcze każdy czuje się tu gospodarzem. Tak się poczuj, myśląc o MBSR Kabat-Zinna. Stworzył ten program z myślą o nas wszystkich. Nie chce ci się wierzyć? Jak to jest, że już nie możemy uwierzyć w ludzi? W to, że są ludzie, którzy są sobą? Jak to jest? - Teraz jeszcze zobacz go, jak razem ze wszystkimi uczestnikami odosobnienia porządkuje salę, jak odmawia, kiedy ktoś chce go przepuścić w kolejce po jedzenie, jak mówi "nie wiem", kiedy sala oczekuje na jego opinie niczym na wyrok, jak prowadzi body scan wbrew swoim własnym instrukcjom, które część nauczycieli uważa za dekalog, jak nie ma w sobie nic z guru, tzw. światowego autorytetu, teoretyka. Jak przerywa wykład, żeby pokazać swoje dzieci; jego syn jest nauczycielem medytacji, ma w sobie jeszcze więcej skromności niż ojciec, jedna córka uczy jogi, druga jest malarką; jego żonę, Mylę, znamy skądinąd. Ale przede wszystkim poznajemy jego matkę; właśnie skończyła 100 lat. Jon dzwoni do niej codziennie. - Teraz ty: wyobraź sobie, że malujesz, piszesz, tworzysz. Chcesz się tym dzielić ze światem, marzysz o sławie albo przynajmniej o pewnej rozpoznawalności. Ale równolegle musisz robić to, co musisz. I obrazy lądują w kącie, a wiersze w szufladzie. Czas płynie, a ty nigdy nie pokazujesz swoich obrazów światu. Taki właśnie jest los malarstwa Sally Kabat, matki Jona W setna rocznicę urodzin syn organizuje pierwszą wystawę jej prac. I asekuruje ją ramieniem, kiedy jubilatka tańczy na swoich urodzinach. Pobądź z tym obrazem siedemdziesięcioletniego syna stuletniej matki, która tańczy na pierwszej wystawie swoich obrazów. - Na treningach dla nauczycieli MBSR z Kabat-Zinnem nie jest bynajmniej tylko cudnie, lekko, łatwo i przyjemnie. Wręcz odwrotnie; jest bardzo ciężko, praca nad intencją, która dla praktyki potencjalnego nauczyciela mindfulness jest fundamentalna, ciągnie się bez końca, w nocy zabiera sen i wyciska łzy, no i robi się na zmianę zimno i gorąco, kiedy ego karleje pod wpływem twoich własnych wglądów, tego, co słyszysz od innych i tego, czego nie mówi się słowami, ale słychać to w szlochu, westchnieniach, a przede wszystkim w ciszy. Ludzie przestają się popisywać, przestają używać psychologicznego żargonu, bycie nauczycielem schodzi na dalszy plan, bo twoja własna praca wchodzi na plan pierwszy i tu pozostaje. Ale nie jesteś sam. Ilu ludzi przez te wszystkie lata przytulił Kabat-Zinn? Na moich treningach setki, setki po kilka razy. I w żadnym geście nie było zdawkowości. Thich Nhat Hanh nazywa to "hugging meditation". W tym miejscu muszę przerwać swoją opowieść, bo staje się zbyt osobista; powaga i zrozumienie, serdeczność bez poufałości, rzeczowość bez szorstkości, przyzwolenie na podążanie ścieżką nauczyciela MBSR na swój sposób, życzliwość bezwarunkowa - tego wszystkiego doświadczyłam w kontakcie z Kabat-Zinnem. A jestem tylko jedną z setki tysięcy ludzi, którzy uczą się u niego, jak oswajać swój stres i, być może, jak dzielić tę umiejętność z innymi. Bo MBSR w jego wydaniu nie jest kolejnym narzędziem terapeutycznym. To próba towarzyszenia sobie i innym w codziennym bólu, którego wbrew obietnicy wielu nauczycieli mindfulness nie da się ani uniknąć, ani zwalczyć. To trudna prawda. Mało kogo stać, żeby to przyznać. Nauczyciel MBSR nigdy nie przestaje być uczniem. "Najwięcej uczymy się od was", powtarzają Kabat-Zinn z Santorellim. "Dziękujemy." - W tym roku, latem, Kabat-Zinn poprowadzi ostatni trening w parze ze swoim najbliższym przyjacielem i obecnym szefem CFM, Saki Santorellim. Aplikacje na ten trening przyjmowano przez niecałą godzinę. Potem system zawiesił się, a potem trzeba było odrzucać kolejne wnioski, bo już nie było miejsc. O co chodzi? Czemu ludzie, nie tylko w Europie Zachodniej, ale też w Azji, walą na spotkania z Jonem drzwiami i oknami? Osobiście myślę, że potrzebujemy autentycznych ludzi, jesteśmy głodni bliskiego kontaktu, nie chcemy oglądać autorytetów na katedrze, mamy dosyć kopistów, papug i odbitego światła. Większość ludzi ceni innych za coś; za wykształcenie, bogactwo i za to, co mogą załatwić. Ludzi, którzy cenią w tobie człowieka bez właściwości, jest niewielu. Kabat-Zinn jest jednym z nich. Oczekuje tylko, żebyś był, docenia każdego z nas, i każdemu z nas mówi: "zapraszam." Dorota Bartyzel-Dukaczewska nauczycielka MBSR, założycielka Mindfulnesscentrum, terapeutka i dziennikarka

  • Inspiracje marcowe

    " Bądźcie ciekawi. Ja wiem, że zawsze będę " . (Stephen Hawking) Stephen Hawking syn brat mąż ojciec dziadek ponadto od 50 lat niemal całkowicie sparaliżowany (stwardnienie zanikowe boczne) porozumiewający się ze światem za pomocą syntezatora mowy i jeszcze brytyjski astrofizyk, kosmolog specjalizujący się w czarnych dziurach i grawitacji kwantowej, profesor matematyki i fizyki teoretycznej członek Royal Society Perimeter Institute for Theoretical Physics Royal Society for the encouragement of Arts, Manufactures & Commerce członek honorowy Royal Society of Arts dożywotni członek Papieskiej Akademii Nauk Odznaczony Orderem Imperium Brytyjskiego Order of the Companions of Honour Medalem Wolności (najwyższym odznaczeniem cywilnym USA) Obecnie wykładowca matematyki na Uniwersytecie w Cambridge pracownik w Kalifornijskim Instytucie Technologii, w Pasadenie w U.S.A. Lubi trufle czekoladowe i creme brulee (źródło: http://pl.wikipedia.org/wiki/Stephen_Hawking) Dlaczego tym razem będzie o nim? Bo mnie zaciekawił. Do tego stopnia , że jeszcze w trakcie oglądania "Teorii wszystkiego", siedząc w ciemnej sali kinowej, siłą musiałam się powstrzymywać, aby nie włączyć komórki i nie zacząć przeszukiwać Internetu w poszukiwaniu informacji na jego temat. Chciałam przeczytać o nim wszystko. I najlepiej natychmiast. Jak najszybciej chciałam zweryfikować to, co oglądam, czy to aby na pewno wszystko prawda na jego temat. Odkryłam jednak, że tak naprawdę najbardziej chciałam zweryfikować moje o nim wyobrażenia. Wyobrażenia i myśli, które dalekie były od rzeczywistości. Bo np. nigdy wcześniej nie postrzegałam go jako zwykłego, normalnego człowieka, który może mieć rodzinę, dzieci, wnuki. W mojej głowie był to jedynie "naukowiec od kosmosu" i człowiek "nieuleczalnie chory". Tyle. Obejrzana historia pokazała (co gorsza - na mojej własnej skórze) jak bardzo moje/ nasze wyobrażenia na jakiś temat mogą - z jednej strony - nas ograniczać, a z drugiej strony zniekształcać rzeczywistość, taką, jaka jest. Jak duży wpływ na nasze postrzeganie i działanie mogą mieć nasze nawykowe, stereotypowe i nie do końca wspierające schematy myślowe. I jak bardzo trzeba w sobie pielęgnować CIEKAWOŚĆ, o której mówi Stephen Hawking, ale także wielu, dla których uważność jest cennym darem. Jego postać pokazała mi, jak ważne jest nieustanne odnawianie w sobie "zadziwienia chwilą obecną, która jest zawsze jedyna w swoim rodzaju" i jak cenne jest przypominanie sobie, "że każdy moment jest świeży i nowy" i że pamiętanie o tym to "szansa - powtarzam: szansa - że to, co wiesz, nie będzie ci przeszkadzało być otwartym na to, czego nie wiesz, a czego zawsze jest więcej. Wtedy zaś umysł początkującego będzie dla ciebie dostępny w każdej chwili, na którą się otworzysz". (Jon Kabat-Zinn). Oglądając "Teorię wszystkiego" i historię Stephena Hawkinga miałam wrażenie, że jest on żywym dowodem na to, że "w umyśle początkującego jest wiele możliwości, w umyśle eksperta ­– parę" jak powiedział Shunryu Suzuki. Zapraszam tym samym każdego z Was, który czyta ten tekst i siebie samą do nieustannego zaciekawiania się obecną chwilą, sobą, drugim człowiekiem i światem, który nas otacza. Nie oznacza to wcale, że staniemy się "Stephenami Hawkingami", "specjalistami od kosmosu". Oznacza to jednak, że staniemy się wybitnymi specjalistami od swojego, jedynego, niepowtarzalnego życia, specjalistami od siebie samych, którzy świadomie sobą zarządzają. "Specjalistami od własnego kosmosu" (Emilia Kędziorek). Widząc rzeczy wyraźniej, bardziej i patrząc na wszystko "umysłem początkującego", tzw. "świeżym okiem" dokonujemy wyboru - wybieramy większą i bardziej przestrzenną przestrzeń, w której będzie więcej miejsca na mądre, świadome, zgodne z naszymi potrzebami i wartościami działania i "niedziałania". Takie, które będą wspierały nasz rozwój i jednocześnie wzbogacały innych i które nie będą krzywdziły innych, a przede wszystkim nas samych. I zapraszam Was oraz siebie do docenienia ciała. Ciała, które najczęściej chodzi, mówi, siada, biega, sięga po różne rzeczy, widzi, ocenia odległość, słyszy, smakuje, rozpoznaje rzeczy dotykiem, trawi, pompuje krew do najmniejszych naczyń krwionośnych, oddycha, roznosi po całym ciele składniki odżywcze, usuwa to, co zbędne etc . Nie doceniamy jego możliwości (no chyba, że zachorujemy, ale nawet wtedy najczęściej jesteśmy na to ciało wściekli, że nam to robi, a my przecież mieliśmy inne plany). A przecież nie dla każdego z nas los jest tak łaskawy. Niektórzy mogą porozumiewać się ze światem jedynie poprzez ruch powieką czy grymas policzka. Zwykliśmy jednak - my "zdrowi" - traktować nasze ciało i jego działanie jako oczywistość. Czy aby na pewno powinno być to takie oczywiste? Może warto zapytać o to naszego "umysłu początkującego"? :). Autorka: Agnieszka Guzicka

  • O szkoleniu nauczycielskim MBSR

    Szkolenie z ciekawości Wdech. Wydech. Jestem. Jestem nauczycielką MBSR w trakcie szkolenia (PL3 TT organizowanego przez IMA we współpracy z POLIM). Właśnie przygotowuję się do prowadzenia swojego pierwszego kursu. Jestem szczęśliwa. Jestem pełna niepokoju. Jestem ogromnie ciekawa. Jestem pełna pokory. "Czy polecając twój kurs, mogę napisać, że jesteś dopiero w procesie certyfikacyjnym?" - spytała znajoma. "Jasne, - odpowiedziałam - nie wstydzę się tego. Właściwie to nawet jestem z tego dumna." Bo to szkolenie jest szczególne... Szkolenie z odpowiedzialności "Jesteście nauczycielami MBSR w trakcie szkolenia" - doskonale pamiętam te słowa Małgosi Jakubczak z pierwszego zjazdu. Aż mnie ciarki wtedy przeszły, bo uświadomiłam sobie, że to nie jest czas jedynie na zdobywanie wiedzy. To czas na kształtowanie siebie jako nauczyciela MBSR. To czas, żeby już od pierwszego zjazdu brać odpowiedzialność za to, co przekażę uczestnikom swojego kursu, jak będę z nimi pracować... I nie chodzi tu tylko o poprawne poprowadzenie ćwiczeń, ale o autentyczność, otwartość, szczerość w tym, co przekazuję. Naprawdę poważna sprawa. Ten aspekt pracy powracał potem wielokrotnie w pytaniach o motywację. "Dlaczego chcesz to robić?". "Dlaczego ty?". "Co TOBIE daje praktyka uważności?". Świadomość odpowiedzialności była dla mnie zresztą zawsze najlepszym czynnikiem mobilizującym do własnej praktyki. Bo musiałam przyznać szczerze sama przed sobą, że nie będę miała do przekazania moim kursantom niczego, czego sama nie wysiedzę na poduszce, nie poczuję w ciele, w myślach, w emocjach. Oprócz odpowiedzialności za własną praktykę uczę się nieustannie odpowiedzialności za słowa oraz za postawę, którą prezentuję. "Czego uczymy nie ucząc tego?" - pytał nas Johan Tinge na trzecim zjeździe. Towarzyszę moim kursantom ze wszystkich przyszłych kursów już od tej chwili, kiedy dotarł do mnie sens słów Małgosi. Szkolenie z uważności spotkań Pierwszy zjazd. Pierwsze spotkanie w kręgu. Każdy się przedstawia. Z każdą kolejną osobą moje oczy coraz bardziej przypominają spodki. Te krótkie historie życia przedstawiają bogactwo osobowości i doświadczeń - poplątanych dróg, które przywiodły nas w jedno miejsce. Nie będzie łatwo pracować z tyloma indywidualnościami. Z perspektywy zakończonego piątego zjazdu stwierdzam, że wielokrotnie nie było łatwo. Ale dzięki tym niełatwym spotkaniom nauczyłam się najwięcej. I jestem wdzięczna za każdą rozmowę, każde wspólnie wykonywane ćwiczenie, każdy feedback, każdą minutę wspólnie spędzonego czasu i każdy kontakt pomiędzy zjazdami. Dość szybko zaczęłam zapisywać w notatkach nie tylko to, co mówili wykładowcy, ale także słowa i spostrzeżenia moich koleżanek i kolegów. To, czego się nauczyłam jako nauczyciel MBSR, to w ogromnej mierze ich zasługa. Z kolei moja wdzięczność dla wykładowców dotyczy może przede wszystkim tego, czego mnie "uczyli nie ucząc", a więc przykładu, jak być nauczycielem MBSR. Małgosia Jakubczak pokazała mi, jak łączyć otwartość ze stawianiem granic. Katharina Meinhard przypomniała, jaką radość sprawia mi, że mam ciało i nauczyła mnie szanować jego ograniczenia. Johan Tinge wskazał mi, jak można budzić w sobie ciekawość oraz nauczył mówienia "nie wiem". Petra Meibert kojarzyć mi się będzie najbardziej ze współodczuwaniem i self-compassion, niezbędnych przy pracy z myślami i emocjami. To tylko pozornie drobiazgi. To są dla mnie, Emilii Kędziorek, kamienie milowe. Równie ważne, jeśli nie ważniejsze, od ogromu merytorycznej wiedzy przekazywanej z cudownie uważną dokładnością. Szkolenie z uważnego słuchania Inquiry. Dociekanie. Każdy kolejny zjazd to pogłębianie tej bezcennej umiejętności. A jest to dla mnie przede wszystkim właśnie umiejętność słuchania drugiej osoby i zarazem siebie samej. Umiejętność niezwykle ludzka, nacechowana empatią i zaufaniem. I wreszcie umiejętność niezwykle trudna, ale warta wszelkich trudów, żeby ją opanować w takim stopniu, jak to tylko dla mnie możliwe tu i teraz i żeby ją rozwijać przez całe życie. Wszystkie umiejętności komunikacyjne rozwijane w duchu mindfulness są tego warte. Bo muszę przyznać, że znowu dałam się nabrać. Poszłam kiedyś na 8-tygodniowy kurs MBSR, żeby zredukować stres, a okazało się, że zyskałam dziesięć razy więcej: samoświadomości, empatii, cierpliwości, otwartości. A teraz poszłam na szkolenie nauczycielskie, żeby zostać nauczycielem MBSR, a zyskałam stokroć więcej dla siebie samej i wszystkich osób, które spotkam na swojej drodze. To budzi we mnie wielką radość, ale i pokorę - uważność jest dla mnie nieustannym wyzwaniem w codzienności, ciągłą przygodą, ciągłym odkrywaniem, ale czasem i gubieniem raz odkrytych ścieżek. Na szczęście nie na zawsze. Ta refleksja jest czysto subiektywna. Musi taka być. Ktokolwiek zetknął się z uważnością, wie, że każdy odkrywa dzięki niej to, co jest mu akurat najbardziej potrzebne i na co jest już gotowy. Z zapartym tchem i ze wzruszeniem śledzę doniesienia o rozpoczęciu kursów certyfikacyjnych kolejnych koleżanek i kolegów z grupy: kolejne ścieżki ludzi o różnych historiach przecięły się w różnych miejscach Polski - kolejne przygody z uważnością rozpoczęte! Autorka: Emilia Kędziorek

  • Specyfika pracy nauczyciela MBSR

    Zajmowanie się prowadzeniem kursów MBSR, czyli bycie nauczycielem MBRS jest szczególną specjalnością. Charakteryzują ją specyficzne cechy wspólne dla wszystkich profesji pomocowych: Bliskie relacje z klientem; Zaangażowanie i wymiana emocjonalna; Znaczna dysproporcja między dawaniem i braniem; Wysokie koszty energetyczne; Wysoki poziom: - wymagań społecznych - odpowiedzialności osobistej - odpowiedzialaności społecznej - dyspozycyjności - oczekiwań klientów Dodatkowo odznacza się wyzwaniami związanymi z nieprzewidywalnością procesu rozwijania Mindfulness oraz przebiegu poszczególnych zajęć, opartych na praktyce medytacyjnej i Uczestników i nauczyciela.Uczestnicy zgłaszający się do programu, którego tytuł zawiera frazę „redukcja stresu” mają również nieprzewidywalne, niezwykle zróżnicowane potrzeby i oczekiwania, zarówno wobec efektów programu jak i samego nauczyciela MBSR. Podczas programu MBSR nauczyciel MBSR uczy dzięki praktyce uważności: Umiejętności aktywnego zarządzania uwagą: wzmacniania siły koncentracji, przeciwdziałania rozproszeniu umysłu. Żywego kontaktu z bieżącym doświadczeniem - wyrabiania w sobie nieosądzającego i akceptującego nastawienia. Uważnej postawy wobec problemów, świadomego radzenia sobie z trudnymi emocjami, bólem itp. Poczucia własnej unikalności - dostępu swoich wewnętrznych zasobów, wykorzystywania i doceniania ich. Szacunku, empatii i współczucia wobec siebie i innych osób wynikających z poczucia wzajemnej współzależności. To stawia przed nauczycielem MBSR wysokie wymagania. Aby móc uczciwie prowadzić innych przez proces rozwijania uważności sam ustawicznie powinien doskonalić własne kompetencje oparte na Mindfulness. Sporym obciążeniem bywa fakt, że niezależnie od własnej woli staje się wzorcem dla Uczestników, u którego szukają potwierdzenia sensu angażowania się w trening Mindfulness.Nauczyciel MBSR bywa jedyną osobą praktykującą Mindfulness w ich otoczeniu. Zdarza się więc założenie, że dzięki udziałowi w programie i własnej praktyce z czasem zaczną stawać podobni do swojego nauczyciela. Nie jest ważne, czy takie wierzenie ma sens, czy się potwierdza. Faktem jest, że nauczyciel MBSR bywa obserwowany przez wciąż nowych Uczestników pod kątem swojej postawy życiowej i stylu życia. Specyfika relacji nauczyciel MBSR – uczestnik kursu wymaga również umiejętności stawiania i egzekwowania granic, dbania o dobra osobiste swoje i Uczestnika, a także delikatności i dyskrecji. Aby sobie z tym radzić nauczyciel potrzebuje określonych kompetencji i cech osobistych, wśród których warto podkreślić: Samoświadomość dotycząca wyznawanych wartości i potrzeb, spójność, samorefleksyjność, adekwatną samoocenę, stabilność emocjonalną, zaufanie do siebie, własnych kompetencji i praktyki, odwagę. Umysł początkującego - jasność, otwartość , świeżość, elastyczność, spostrzegawczość, ciekawość. Empatia, współczucie, szacunek dla odmienności i doświadczeń innych, tolerancja, cierpliwość. Polski Instytut Mindfulness wychodzi z założenia, że dla osoby chcącej wykonywać tę profesję podstawowe jest przestrzeganie określonych zasad etycznych zarówno na poziomie osobistym jak i zawodowym. Stworzyliśmy ujednolicony zestaw standardów i wartości, wspólnych dla absolwentów wyszkolonych w Studium Nauczycielskim MBSR Polskiego Instytutu Mindfulness. Podczas procesów szkoleniowych jest mocno akcentowany wymóg, aby Nauczyciele MBSR kierowali się określonymi zasadami, dbali o najwyższe standardy w swoich działaniach. Zgodnie z naszymi założeniaimi i wymaganiami Nauczyciele MBSR, wyszkoleni w Studium Nauczycielskim POLIM: } Kultywują własną praktykę Mindfulness, reprezentują ją swoją postawą i zachowaniem. W czasie prowadzenia kursu MBSR ćwiczą wraz uczestnikami to, co program przewiduje do samodzielnej praktyki Wykazują szacunek, otwartości, tolerancję i współczucie. Dbają o wizerunek nauczycieli Mindfulness. } Charakteryzują się profesjonalizmem podczas realizacji kursów MBSR. Zachowują uczciwość i poufność w relacji z klientem. Rzetelnie przedstawiają informacje o swoich kwalifikacjach, doświadczeniach i certyfikatach. Informują potencjalnych uczestników o zawartości programu, formie, wymogu własnej praktyki, czasie trwania i koszcie kursu MBSR. Zobowiązują się realizować kursy zgodnie z zasadami i podstawą programową nauczaną w Studium Nauczycielskim MBSR POLIM. } Ustawicznie rozwijają swoje kompetencje osobiste i zawodowe. Uczestniczą w różnych formach szkolenia i doskonalenia. Korzystają ze wsparcia z Mentorów. Biorą udział w treningach i odosobnieniach medytacyjnych. Przestrzeganie tych zasad pozwala na godne promowanie Mindfulness przez nauczycieli MBSR oraz urzeczywistnianie w naszej rzeczywistości społecznej tych wartości, którymi kierowali się twórcy MBSR i innych programów opartych na uważności. Są one również fundamentem Polskiego Instytutu Mindfulness. Autorka: Małgorzata Jakubczak

  • Chęć to za mało

    Nie wystarczy sama chęć… Co to znaczy kochać kogoś? Czy to oznacza chęć aby osoba, którą kochamy była szczęśliwa i pełna radości? Z pewnością jest to ważne, ale nie wystarczające. Dobre intencje to za mało. Wszyscy znamy powiedzenie, że „dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane” . Thich Nhat Hanh w swojej książce „True Love” oferuje nam ponadczasowy wgląd w naturę prawdziwej miłości. Podkreśla on, że aby kochać w prawdziwy sposób musimy nauczyć się jak być w pełni obecnym w naszym życiu. Miłość oznacza bycie obecnym Miłość to nie tylko chęć ale to umiejętność, wymagająca praktyki i treningu. Jej podstawą i pierwszym krokiem jest sztuka bycia obecnym i uważnym. Tylko dzięki pełnej obecności i uważności będziemy zdolni głęboko patrzeć i rozumieć bliską nam osobę. Jeśli nie rozumiesz jej kłopotów, aspiracji czy cierpienia – w jaki sposób możesz realnie kochać tę osobę? Tylko dzięki pełnej obecności będziemy zdolni do współczucia, pomocy i przynoszenia ulgi bliskiej nam osobie. Pełna obecność to największy dar, jaki możemy dać drugiemu człowiekowi Co chciałabyś/chciałbyś dostać na urodziny od bliskiej osoby? Kolejną rzecz, którą będziesz się przez moment cieszyć czy może coś zupełnie innego? Jak zareagowałbyś, słysząc spokojne słowa, wypowiedziane w skupieniu, skierowane do Ciebie: „Kochanie, jestem tu, dla Ciebie” Thich Nhat Hanh proponuje nam to sformułowanie, jako bardzo efektywną mantrę, która potrafi całkowicie zmienić sytuację. Działa wtedy, kiedy nasze ciało i umysł są razem, tu i teraz. Nie jest to jednak łatwe. Nasze ciała i umysły rzadko są razem – umysł przeważnie oddala się i błądzi w rozmyślaniach, martwieniu się czy planowaniu. Czy możemy być wtedy obecni dla innych? Sama chęć bycia bardziej obecnym nie wystarczy. To sztuka wymagająca praktyki. Thich Nhat Hanh proponuje prostą praktykę świadomego oddychania. Podczas tej praktyki, oddech staje się mostem, łączącym ciało i umysł: „Wdychając powietrze, wiem, że wdycham powietrze” „Wydychając, wiem, że wydycham powietrze” Praktykujesz w ten sposób rozpoznawanie tego, co się dzieje w chwili obecnej - to uważność. Praktykuj takie uważne oddychanie przez kilka minut, a potem podejdź do kochanej osoby, popatrz w jej oczy i wypowiedz tę magiczną formułę: „Kochanie, jestem tu dla Ciebie” Miłość to czas Czy masz wystarczająco dużo czasu w codziennym życiu, żeby kochać? Czy masz czas w codziennym życiu, aby spokojnie usiąść blisko drugiej osoby, popatrzeć na nią i w skupieniu wypowiedzieć te magiczne słowa: „Moja droga/mój drogi, jestem tutaj dla Ciebie”? A może jest tak, że ciągle się gdzieś spieszysz, a nawet opędzasz się od osób, które twierdzisz, że kochasz. Pośpiech i bycie ciągle zajętym to dominująca cecha współczesnego życia. Płacimy jednak za to ogromną cenę. Jesteśmy chronicznie zestresowani a nasi bliscy cierpią z powodu braku naszej pełnej obecności – podstawowego warunku miłości i największego daru, jaki możemy dać bliskiej osobie. Kochać to widzieć innych Być kochanym to być widzianym przez innych Potrzeba bycia widzianym to nasza pierwotna, biologiczna potrzeba – dzięki której żyjemy. Pragniemy być rozpoznawani i zauważani. Jeśli twierdzisz, że kochasz kogoś ale ignorujesz obecność tej osoby, to nie jest prawdziwa miłość. Rzeczywiste dostrzeganie obecności drugiej osoby to również umiejętność, wymagająca naszej pełnej obecności tu i teraz. Thich Nhat Hanh proponuje nam kolejną, niezwykle efektywną mantrę. Weź kilka świadomych oddechów, zbliż się do danej osoby, spójrz na nią uważnie i z uśmiechem powiedz: „Mój drogi/moja droga, wiem, że tu jesteś i cieszę się z tego powodu” Bycie kochanym to bycie rozpoznawanym. Te magiczne słowa, wypowiedziane z koncentracją i uważnością od razu otwierają druga osobę i sprawiają, że może rozkwitać. Dlatego nie żałuj czasu i energii na tę praktykę dostrzegania innych. Podczas swojego wykładu wygłoszonego w Polsce w 2009 roku profesor Jon Kabat Zinn powiedział coś, co zapadło głęboko w moją pamięć a dotyczyło naszej potrzeby bycia widzianym. Usłyszałam, że na psychoterapię trafiają głównie te osoby, które nie były widziane czy dostrzegane przez swoich bliskich. Co to oznacza? Najczęściej nie chcemy świadomie krzywdzić swoich bliskich, ale może tak się stać, nawet jeśli nasze intencje czy chęci są inne. Sama chęć nie wystarczy. Potrzebna jest nam umiejętność bycia w pełni obecnym. Tylko dzięki niej będziemy umieli rozumieć, dostrzegać i wspierać innych. Pełna obecność to największy dar, jaki możemy dać drugiemu człowiekowi Autorka: Jolanta Tadeusiak http://mindful-life.pl Przeczytaj więcej o możliwości praktykowania Insight Dialogue Na podstawie: Thich Nhat Hanh „True Love. A practice for Awakening the Heart” Thich Nhat Hanh - mistrz zen, mnich buddyjski, znany w świecie jako autor wielu książek, nauczyciel, poeta, uczony oraz aktywista ruchów pokojowych, nominowany do pokojowej nagrody Nobla. Prof. Jon Kabat-Zinn - dyrektor i założyciel Kliniki Redukcji Stresu oraz Ośrodka Uważności w Medycynie, Opiece Zdrowotnej i Społeczeństwie na Wydziale Medycznym University of Massachusetts

> 3z1Strona <

Aktualności

19.04.2017

Specjalna edycja programu MBSR dla tych, którzy myślą, że nie mają czasu 4 spotkania w czasie 2 miesięcy Trudno Ci wygospodarować czas dla siebie podczas roku szkolnego/akademickiego lub mieszkasz...

więcej
18.04.2017

29 sierpnia - 3 września 2017 Czasem aż trudno uwierzyć, że my, ludzie mamy naturalną zdolność do współczucia, która rozwinęła się w drodze ewolucji wraz z naszym mózgiem. Wszyscy. I że to dzięki...

więcej
14.04.2017

Zapraszamy na kolejne wydarzenie z cyklu imprez w ramach XI Ogólnopolskiego Tygodnia Wege organizowanego przez Fundację Viva! Akcja dla zwierząt. Tym razem będzie to spotkanie, którego patronem...

więcej
11.04.2017

Polski Instytut Mindfulness zaprasza na spotkanie poświęcone uważności w przywództwie „Mindfulness for leadership development”, które odbędzie się w dniu 19 kwietnia 2017 r. w godzinach 10:30 –...

więcej