Spotkanie z Kabat-Zinnem uważam za wielki przywilej. Jestem też sobie wdzięczna za pokonanie nieśmiałości i napięcia, które mnie blokowały, na sama myśl o treningu u niego. Onieśmielała mnie jego sława; na Zachodzie, ale też w Azji, spotkania z nim gromadzą tysiące ludzi, a trening u Kabat-Zinna wydawał mi się jeszcze większym wyzwaniem, mimo tego, że miałam za sobą już szkołę certyfikującą nauczycieli mindfulness IMA i dwa nauczycielskie treningi pod kierunkiem nauczycieli z grupy Kabat-Zinna w Massachusetts.Czytaj więcej

Poza zwykłą tremą, była jeszcze obawa: co będzie, jeśli Jon okaże się „guru” na świeczniku, zimnym i wyniosłym „przewodnikiem duchowym”, pretensjonalnym profesorkiem? – „Czy my się już spotkaliśmy?” zapytał mnie, ale zanim zdążyłam odpowiedzieć, Saki Santorelli, najbliższy przyjaciel i obecny dyrektor CFM, przedstawił mnie Jonowi jako „our committed student from Poland.” I tak chyba jest, pomyślałam; jestem „oddana” CFM za ich styl pracy, który wyraża się w pełnej obecności i wrażliwości na innych ludzi. I oczekuję, że Kabat-Zinn będzie zachowywał się właśnie tak. W tym sensie czułam się wtedy, jak szpieg tropiący swoje własne założenia, gotowa przerwać trening, jeśli tylko zauważę, że „mistrz” sprzeniewierza się własnym zasadom. W ciągu 35 lat, bo tyle upłynęło w ubiegłym roku od stworzenia przez niego CFM, Kabat-Zinn przeprowadził tysiące kursów MBSR, tysiące wykładów, tysiące treningów dla potencjalnych nauczycieli MBSR, poprowadził setki odosobnień. Na swojej drodze spotkał setki tysięcy ludzi. A jednak na żadnym treningu nie daje nikomu do zrozumienia, że wszystko już widział, wszystko już słyszał, wszystko już zna. Wręcz odwrotnie; jego „czy my się już spotkaliśmy” jest zaproszeniem do przypomnienia i słowa, gesty, sygnały składają się w obraz sprzed lat, ale zawsze zapraszają do kolejnego spotkania. Może widzieliście to słynne już zdjęcie w tygodniku Time, na którym, inaczej niż ktokolwiek gdziekolwiek, Kabat-Zinn medytuje z szeroko otwartymi oczami? To jest cały on. Na co dzień medytuje, jak większość z nas, z oczami przymkniętymi, ale medytacja z oczami otwartymi to istota zrozumienia medytacji mindfulness, vipassany, MBSR: jesteś przytomny i obecny, czujny i wrażliwy, spokojny zarazem i zaangażowany. Treningi dla nauczycieli mindfulness w CFM Kabat-Zinna prowadzone są w formie wielodniowych odosobnień; zaczynają się o 6-ej rano i kończą o 22-ej, z przerwami na trzy posiłki. Nie ma innych przerw w trakcie zajęć. Pierwsza obserwacja, które mnie uderza na treningach u nauczycieli CFM, to wrażenie ich ponadprzeciętnej solidności. I pod tym względem Kabat-Zinn nie korzysta z żadnej taryfy ulgowej; jest zawsze gotowy do pracy zanim pojawią się pierwsi uczestnicy treningu, nie opuszcza żadnych zajęć, chociaż zwykle prowadzi je w parze i mógłby odpocząć na boku, nie odwołuje żadnych zajęć, nie skraca, nie przesuwa, bo jet lag, zmęczenie, inne sprawy, kolega mnie zastąpi, boli mnie głowa. No i przychodzi koniec zajęć, a Kabat-Zinn dalej jest: w kolejce do niego ustawiają się dziesiątki ludzi, a Jon stoi, siedzi, przytula, słucha, patrzy, słucha, i mówi też, jak najbardziej. 🙂 Kiedykolwiek zechcesz mu coś przekazać, czekaj cierpliwie – on jest. Tak obserwowałam go przez pięć dni na moim pierwszym z nim treningu, myśląc, że w końcu „pęknie”; spóźni się, zmęczy, zniechęci, odwróci się, nie przyjdzie, o, na przykład na wykład Saki Santorellego, no, ten to już tyle razy słyszał, że na pewno go nie będzie, pomyślałam, zajmując miejsce i zanim skończyłam myśleć, Kabat-Zinn usiadł akurat obok mnie. Piękny wzór nauczyciela mindfulness – aktywna obecność, ale też imponująca dyscyplina, której oczekuje się od uczestników kursów. Nie ma skrzywionych min, niezadowolenia, fochów. Jest przyzwolenie na wszystko, więc i na nieobecność, a jednak frekwencja jest stuprocentowa. Jest przyzwolenie na leżenie, spanie, drzemkę, niemówienie, pracę po swojemu, a jednak, kiedy nadchodzi konieczność przeorganizowania wnętrza w trakcie ćwiczeń – wszystko dzieje się w minutę, dwie, nawet jeśli na sali jest ponad sto osób. Klarowne instrukcje i przykład, który idzie z góry. Na tych zajęciach panuje perfekcyjna organizacja, która daje poczucie bezpieczeństwa uczestnikom i motywuje do tego, żeby faktycznie być tu i teraz. Kabat-Zinn słynie z łagodności, poczucia humoru i dystansu. Ale to nie wyklucza innych cech – stanowczości, powagi, zaangażowania. Kiedy prowadzi zajęcia z jogi, a dla ciebie zabrakło maty – bądź pewny, że on odda ci swoją, zrobi to między jedną a drugą asaną, bez zbędnych słów. Wyśmieje swoją medialną sławę, ale nie będzie szydził z domorosłych znawców mindfulness, którzy próbują dziś zbijać kapitał na jego pracy, nie powołując się na MBSR albo powołując się bez żadnego związku. Nie strzeże zazdrośnie swojego programu, nie chce być policjantem mindfulness i nie bierze udziału w próbach zdeprecjonowania tego, co zrobił dla wprowadzenia mindfulness do opieki zdrowotnej, edukacji i programów społecznych w zachodnim świecie. „Welcome”, mówi łagodnie każdemu, kto chce żyć świadomie i interesuje się mindfulness. A jeśli nie umiecie się między sobą pogodzić, jeśli waszym sposobem na praktykowanie mindfulness jest wyjęta żywcem ze świata bezwzględnej konkurencji drapieżna rywalizacja – sami spalajcie się w tej walce. Ja robię swoje, MBSR. To i tak za dużo na jedno moje życie. „Welcome.” W tym miejscu można byłoby pewnie rozwinąć wątek odłamów, szkół, ruchów, które zostały zainicjowane przez konsekwentną pracę Kabat-Zinna i CFM. Wiele z nich pozostaje lojalne wobec twórców MBSR, wiele wybrało zwykłą rywalizację. Na tym korzysta jednak głównie CFM, bo właśnie tam udaje się każdy, kto chce uwiarygodnić swoją działalność; dla przykładu podaję najpopularniejsze na świecie programy, które wyrosły z MBSR albo bliskiej współpracy z Kabat-Zinnem: MBCT na Oxfordzie, Mindful Nation Tima Ryana, Search Inside Yourself Google’a, Thrive HaffingtonPost, Action for Happiness, Mindful Nation UK, które włączyło MBSR jako obowiązkowy program opieki psychologicznej w Wielkiej Brytanii; Hiszpania, Dania, Szwecja mają swoje lokalne adaptacje, które są stosowane w publicznej służbie zdrowia i w szkołach. O uniwersytetach nie wspominam, bo to jeszcze szerszy temat. O pracy badawczej – tym bardziej. Dziś CFM Kabat-Zinna to międzynarodowy ośrodek psycho-edukacyjny, naukowy, medyczny i społeczno-kulturowy. Czy byłoby to możliwe, gdyby Kabat-Zinn dał się stłamsić akademickiej krytyce? A nie zapominajmy, że z drugiej strony, ze strony nauczycieli buddyzmu, krytyka nie jest słabsza. Mówi: „Możecie się spierać, ale ludzie czekają na pomoc. Mają na to tylko jedno życie. I mnie interesuje to, jak im pomóc, a nie ambicjonalne spory o to, kto ma rację.” – Teraz ty: wyobraź sobie, że każdego dnia budujesz swój dom z kolejnych cegieł, powoli, w twoim tempie, nawet przyjaciele mówią ci, że to szaleństwo, architekci szydzą, że nie masz pojęcia, bo nie jesteś architektem, murarze, że co ty wiesz o murowaniu, ale niektórzy zaczynają się przyłączać, radzą, pomagają, i wspólnymi siłami domek staje i coraz więcej ludzi do niego zagląda, bo jest tam cicho, spokojnie, bezpiecznie, a jeszcze każdy czuje się tu gospodarzem. Tak się poczuj, myśląc o MBSR Kabat-Zinna. Stworzył ten program z myślą o nas wszystkich. Nie chce ci się wierzyć? Jak to jest, że już nie możemy uwierzyć w ludzi? W to, że są ludzie, którzy są sobą? Jak to jest? – Teraz jeszcze zobacz go, jak razem ze wszystkimi uczestnikami odosobnienia porządkuje salę, jak odmawia, kiedy ktoś chce go przepuścić w kolejce po jedzenie, jak mówi „nie wiem”, kiedy sala oczekuje na jego opinie niczym na wyrok, jak prowadzi body scan wbrew swoim własnym instrukcjom, które część nauczycieli uważa za dekalog, jak nie ma w sobie nic z guru, tzw. światowego autorytetu, teoretyka. Jak przerywa wykład, żeby pokazać swoje dzieci; jego syn jest nauczycielem medytacji, ma w sobie jeszcze więcej skromności niż ojciec, jedna córka uczy jogi, druga jest malarką; jego żonę, Mylę, znamy skądinąd. Ale przede wszystkim poznajemy jego matkę; właśnie skończyła 100 lat. Jon dzwoni do niej codziennie. – Teraz ty: wyobraź sobie, że malujesz, piszesz, tworzysz. Chcesz się tym dzielić ze światem, marzysz o sławie albo przynajmniej o pewnej rozpoznawalności. Ale równolegle musisz robić to, co musisz. I obrazy lądują w kącie, a wiersze w szufladzie. Czas płynie, a ty nigdy nie pokazujesz swoich obrazów światu. Taki właśnie jest los malarstwa Sally Kabat, matki Jona W setna rocznicę urodzin syn organizuje pierwszą wystawę jej prac. I asekuruje ją ramieniem, kiedy jubilatka tańczy na swoich urodzinach. Pobądź z tym obrazem siedemdziesięcioletniego syna stuletniej matki, która tańczy na pierwszej wystawie swoich obrazów. – Na treningach dla nauczycieli MBSR z Kabat-Zinnem nie jest bynajmniej tylko cudnie, lekko, łatwo i przyjemnie. Wręcz odwrotnie; jest bardzo ciężko, praca nad intencją, która dla praktyki potencjalnego nauczyciela mindfulness jest fundamentalna, ciągnie się bez końca, w nocy zabiera sen i wyciska łzy, no i robi się na zmianę zimno i gorąco, kiedy ego karleje pod wpływem twoich własnych wglądów, tego, co słyszysz od innych i tego, czego nie mówi się słowami, ale słychać to w szlochu, westchnieniach, a przede wszystkim w ciszy. Ludzie przestają się popisywać, przestają używać psychologicznego żargonu, bycie nauczycielem schodzi na dalszy plan, bo twoja własna praca wchodzi na plan pierwszy i tu pozostaje. Ale nie jesteś sam. Ilu ludzi przez te wszystkie lata przytulił Kabat-Zinn? Na moich treningach setki, setki po kilka razy. I w żadnym geście nie było zdawkowości. Thich Nhat Hanh nazywa to „hugging meditation”. W tym miejscu muszę przerwać swoją opowieść, bo staje się zbyt osobista; powaga i zrozumienie, serdeczność bez poufałości, rzeczowość bez szorstkości, przyzwolenie na podążanie ścieżką nauczyciela MBSR na swój sposób, życzliwość bezwarunkowa – tego wszystkiego doświadczyłam w kontakcie z Kabat-Zinnem. A jestem tylko jedną z setki tysięcy ludzi, którzy uczą się u niego, jak oswajać swój stres i, być może, jak dzielić tę umiejętność z innymi. Bo MBSR w jego wydaniu nie jest kolejnym narzędziem terapeutycznym. To próba towarzyszenia sobie i innym w codziennym bólu, którego wbrew obietnicy wielu nauczycieli mindfulness nie da się ani uniknąć, ani zwalczyć. To trudna prawda. Mało kogo stać, żeby to przyznać. Nauczyciel MBSR nigdy nie przestaje być uczniem. „Najwięcej uczymy się od was”, powtarzają Kabat-Zinn z Santorellim. „Dziękujemy.” – W tym roku, latem, Kabat-Zinn poprowadzi ostatni trening w parze ze swoim najbliższym przyjacielem i obecnym szefem CFM, Saki Santorellim. Aplikacje na ten trening przyjmowano przez niecałą godzinę. Potem system zawiesił się, a potem trzeba było odrzucać kolejne wnioski, bo już nie było miejsc. O co chodzi? Czemu ludzie, nie tylko w Europie Zachodniej, ale też w Azji, walą na spotkania z Jonem drzwiami i oknami? Osobiście myślę, że potrzebujemy autentycznych ludzi, jesteśmy głodni bliskiego kontaktu, nie chcemy oglądać autorytetów na katedrze, mamy dosyć kopistów, papug i odbitego światła. Większość ludzi ceni innych za coś; za wykształcenie, bogactwo i za to, co mogą załatwić. Ludzi, którzy cenią w tobie człowieka bez właściwości, jest niewielu. Kabat-Zinn jest jednym z nich. Oczekuje tylko, żebyś był, docenia każdego z nas, i każdemu z nas mówi: „zapraszam.”
Dorota Bartyzel-Dukaczewska nauczycielka MBSR, założycielka Mindfulnesscentrum, terapeutka i dziennikarka
%d bloggers like this:

Zapis na Pauzę

Wyrażam zgode na przetwarzanie moich danych osobowych.

FreshMail.pl