01.08.2015
Nowe na stronie Praktyki zrealizowane

JAK BYŁO? Relacja z Letniego Zatrzymania

JAK BYŁO? Relacja z Letniego Zatrzymania

W dniach 16-19 lipca 2015 odbyło się pierwsze odosobnienie Mindfulness w ciszy zorganizowane przez POLIM prowadzone przez duet: Małgosia Jakubczak i Zuza Ziomecka. Nie sposób opisać całości tego bardzo intensywnego doświadczenia, pokazujemy jedynie kilka wspomnień i refleksji po Letnim Zatrzymaniu.

 

Małgosia:

Odosobnienie pojmuję jako formę medytacji mindfulness.

W całości. 

Od przybycia na miejsce, przywitania się aż do wyjazdu. Niezależnie od długości odosobnienia - to jedna medytacja. Bogata, różnorodna całość, w której osoba praktykująca poznaje siebie.

Może pobyć ze sobą i sprawdzić, jak to jest traktować siebie jak najbliższą, ukochaną osobę, wartą 100% uwagi, szacunku, serdeczności, współczucia. I przyjrzeć się swoim relacjom z innymi.

- Na czym buduję moje relacje z innymi? Co daję? Co biorę? Co z tego wynika?

- Jaką rolę w moich relacjach ma mówienie? Słuchanie? Wymiana?

Ma możliwość zmierzyć się ze swoimi spełnionymi i niespełnionymi potrzebami, pragnieniami i głodami. Zdać sobie sprawę ze sposobów, jakimi próbuje je zaspokoić.  

- Czy są skuteczne? Czy jestem zaspokojona, czy wciąż za czymś tęsknię? Czego mi brakuje do szczęścia?

- Czy strategie zaspokajania moich potrzeb są w zgodzie z osobistym systemem wartości? A w ogóle to co jest dla mnie najważniejsze,  najcenniejsze w życiu?

Ma okazję zdemaskować własne mechanizmy funkcjonowania, które nie służą zdrowiu, szczęściu, spełnieniu, zobaczyć, jak automatyczne reakcje odcinają od prawdziwego, twórczego doświadczania rzeczywistość i skazują na życie w schematach i pozorach. I zadać sobie pytania, na które w zabieganiu i natężeniu codzienności nie znajduje przestrzeni. Choćby takie:

- Czy doceniam życie we wszystkich jego przejawach, czy może cieszę się życiem tylko wtedy, gdy jest tak lekkie, łatwe i przyjemne, jak sobie wyobrażam, że powinno być? A co, gdy tak nie jest? Gdy doświadczam przeszkód, trudności i bólu?

- Co mogę zrobić, aby być spełnioną, szczęśliwą osobą? Jaki jest zasięg mojego wpływu na własny dobrostan?

Kto praktykuje, ten wie – każda medytacja jest inna. Nasza trwała 4 dni.

Czasem przyjmowała formę siedzenia na poduszce w sali medytacyjnej, czasem była zanurzaniem się wszystkimi zmysłami w otoczenie, czasem była kontemplacją ciszy, czasem wspólnym robieniem śniadania.

Dla mnie była bezcenna w swojej różnorodności. Wierzę, że każda z uczestniczek doświadczyła jej na swój unikalny sposób.

Każde następne odosobnienie, które zorganizujemy, będzie podobne w formie. I całkowicie różne w treści.

 

Zuza:

„Letnie zatrzymanie” potwierdziło moje podejrzenie, że nam mieszczuchom dotkliwie brakuje przyrody i kontaktu ze zmysłami. Podczas tych dni w milczeniu widziałam, jak uwaga uczestniczek i moja własna nieustannie krążyła między tym, co się działo w nas, a tym, co dookoła.

Już pierwszego wieczora wyszłyśmy z drewnianego domu, gdzie znajdywała się sala medytacyjna z tarasem i widokiem nad rozlewisko Bugu. Pani Basia, gospodyni Domu Nad Wierzbami, przygotowała dla nas ognisko, które podpalałyśmy za pomocą zapałek i kartek papieru, na których zapisane były nasze intencje na czas wyjazdu. Płomienie żarłocznie pochłonęły pokaźny stos drewna i nasze skromne karteczki. Ogień sięgał do wysokości pierwszego piętra wyrzucając iskry kolejne kilka metrów do góry. Akurat nadeszła noc, której gwiazdy i iskry z ogniska momentami stawały się nierozróżnialne.

Być może nakarmienie tak potężnego żywiołu jak ogień naszymi intencjami w szczególny sposób scaliło doświadczenie tej grupy ze zmysłami i otaczającą przyrodą. Bowiem mocno przypiekło nas to ognisko. Na początku ufnie przy nim stałyśmy, wpatrując się w jego kolory i w to, jak gwałtownie rosło. Po chwili jednak każda musiała swoją ciekawość ustawić w drugim rzędzie, ustępując miejsca zmysłom, które domagały się cofnięcia. Każdy krok wstecz od tego magnetycznego zjawiska był zbliżeniem się do swoich prawdziwych potrzeb i wsłuchiwaniem się w język zmysłów, który przemawiał do nas szczególnie wyraźnie podczas tych czterech dni.

Na odosobnieniu wstaje się wcześnie, więc miałyśmy okazję doświadczyć szczególnego charakteru poranka na wsi. W kontraście do milczenia naszej grupy, ptaki - których liczne gatunki w szczególności lubują się w rzece Bug - zapełniały wioskę niezwykłą różnorodnością swoich okrzyków i piosenek. Pachniała nam rozgrzewająca się rosa w dzikim ogrodzie Pani Basi, gdzie przyroda ma wolną rękę - nie pieli się chwastów, nie podnosi zwalonego drzewa. Słońce rozświetlało taras przy sali medytacyjnej już od godziny siódmej. Często więc siadałyśmy na pierwsze medytacje właśnie tam – wsłuchując się w owady i ptaki, i kierując uwagę na dotyk słońca na skórze i delikatne czesanie włosów przez wiatr.

Wieczory były całkiem inną jakością. W szczególności zapadł w moją pamięć sobotni. Po południu padało, krótka burza przetoczyła się nad nami podczas obiadu. Wieczór zapadł więc nad świeżo podlanymi łąkami, budząc do działania świerszcze, które wcześniej były chyba zbyt ululane upałem, żeby grać. Tego wieczora za to koncertowały głośno i długo po zachodzie. Siedząc w sali z widokiem na zapadająca noc nad Bugiem, słuchałyśmy utworu estońskiego kompozytora Arvo Parta, który maluje dźwiękiem pewną piękną i przerażającą prawdę o cyklu życia.  W utworze "Szpigiel im Szpigiel" [https://www.youtube.com/watch?v=SLxWd1t-5H4] dźwięki budzą się z ciszy, budują do finału, a z niego raz po raz rozwijają nowy początek i znów osiągają szczyt, z którego rodzi się kolejny rozdział. Słuchając tej niezwykłej kompozycji, doświadczałyśmy przejścia wieczoru w noc, a w przerwach między dźwiękami utworu swoje kwestie dopowiadały świerszcze. Do sali wlewał się zapach stygnących roślin i parującej rzeki. A my, zatopione w sobie i w przyrodzie, każda na swój sposób poczuła się częścią tego tańca bez końca.

Zapamiętam to odosobnienie ze szczególną wdzięcznością za uzmysłowienie mi jak potężnym narzędziem do celebracji jest mindfulness. W uważnym doświadczaniu swoich zmysłów, a przez nie przyrody, mamy szansę dotknąć aspektów bycia człowiekiem, które w codziennym życiu miejskim są szczelnie poukrywane.

 

zdjęcie Agnieszki Guzickiej Zdjecie: Magda Kiełkiewicz

 

Małgosia E.:

Poranek, cisza, spokój. Mam czas – nic się nie dzieje. Nic?

Siedzę w łódce, na brzegu rzeki. Piję kawę. Budzi się dzień – ciepły i pogodny.

Obserwuję spokojną wodę, czasem tylko jakaś ryba rzuci się nad taflą z pluskiem.  Jaskółki lotem ślizgają się prawie po powierzchni wody.  Na drugim brzegu krowy dostojnie kroczą na pastwiska. Czasem zaczepiają się nawzajem – wyglądają na szczęśliwe i beztroskie.  Kiedy ostatnio widziałam szczęśliwe krowy?

Pachnie mokra ziemia i pokrzywy.

Obok mnie kręci się pies. Za każdym razem, gdy zerkam na niego jego krótki ogonek, wykręca szczęśliwe młynki. Pies ma ciepłą sierść, nagrzaną od słońca. Radośnie poddaje się pieszczotom.

Kot obserwuje z boku, ma dystans, z łódki obok wpatruje się w wodę. Zajęty jest swoimi sprawami.

Wiatr burzy moje włosy i szumi w starych wierzbach.  Daje przyjemny chłód. Gdzieś z trzcin dobiega kwakanie kaczek, przecinane piskiem krążących jaskółek. Słychać budzące wieś koguty, bzyczenie owadów, odgłosy z sąsiednich domów.

Wreszcie czuję, jak powoli płynie czas – a ja go nie gonię…

Dziękuję Małgosi i Zuzie za przygotowanie mnie do tej magicznej chwili. Za wyciszenie, zatrzymanie, spokój.

 

 

Sylwia:

Po raz pierwszy byłam na odosobnieniu w cisz -, jak dla mnie, niezwykłe przeżycie, zaskakujące w wielu aspektach. Doświadczyłam głębokiego poczucia, że "jestem", że codzienna bieganina nie ma znaczenia, najważniejsze jest poczucie równowagi wewnętrznej i pewności, że kroczę właściwą drogą. To ta podróż, a nie cel sam w sobie jest najważniejszy, ale właśnie ta droga i to, co się dzieje tu i teraz. 

Przyszła do mnie świadomość, że na co dzień z dużym sukcesem potrafię sobie życie utrudniać, a życie jest proste i im mniej komplikacji, tym pełniej się żyje, tym więcej w nim uważności. Przepełniła mnie wdzięczność za to, jak jest, za to, co jest i pojawiła się akceptacja, przy której nie ma miejsca na opór. Nasze prowadzące - Małgosia Jakubczak i Zuza Ziomecka - cudowne Kobiety, z których mądrości, spontaniczności i ciepła czerpie się garściami. Wszystkie Uczestniczki cudowne: od każdej w tej ciszy coś czerpałam; na subtelnym poziomie pozytywnej energii dawało się wyczuć, że Wszystkie się wspieramy. Jak my się tam wzmocniłyśmy w swej kobiecości, było to bardzo namacalne. Myślę, że wszystkie byłyśmy dla siebie nauczycielkami. Do tego wspaniałe miejsce z Gospodynią fantastyczną, piękna przyroda, w którą można się było naprawdę zanurzyć i poczuć, że jest się jej integralną częścią. Bardzo dziękuję za to spotkanie, odnalazłam swoją ciszę, równowagę i pewność, że podążam swoją właściwą drogą, pełną przygód, których nie mogę się doczekać. Było to moje pierwsze odosobnienie, ale na pewno nie ostatnie...

 

Niektóre z naszych Uczestniczek utrwaliły obrazy i klimaty na swoich zdjęciach.

Objerzyj wszystkie zdjęcia w galerii: Zdjęcia z odosobnienia lipiec 2015

wróć do listy aktualności

Aktualności

05.06.2017

Z radością zawiadamiamy, że Uniwersytet Łódzki rozpoczyna proces rekrutacji na studia podyplomowe Mindfulness w Edukacji. Polski Instytut Mindfulness jest dumnym partnerem merytorycznym i...

więcej
19.04.2017

Specjalna edycja programu MBSR dla tych, którzy myślą, że nie mają czasu 4 spotkania w czasie 2 miesięcy Trudno Ci wygospodarować czas dla siebie podczas roku szkolnego/akademickiego lub mieszkasz...

więcej
18.04.2017

29 sierpnia - 3 września 2017 Czasem aż trudno uwierzyć, że my, ludzie mamy naturalną zdolność do współczucia, która rozwinęła się w drodze ewolucji wraz z naszym mózgiem. Wszyscy. I że to dzięki...

więcej
14.04.2017

Zapraszamy na kolejne wydarzenie z cyklu imprez w ramach XI Ogólnopolskiego Tygodnia Wege organizowanego przez Fundację Viva! Akcja dla zwierząt. Tym razem będzie to spotkanie, którego patronem...

więcej