01.02.2015
Nowe na stronie

Jon Kabat-Zinn z bliska (część I)

Czytaj, a czytając wyobrażaj sobie, że wchodzisz ze mną do jego domu:

- Jesteśmy w Nowym Jorku, lipiec 44, na świecie kończy się wojna, której echa docierają także tutaj; geograficznie - za daleko, żeby czuć zagrożenie, intelektualnie - świat po wojnie jest coraz większym wyzwaniem, emocjonalnie - także tutaj, choć daleko, temu, kto wrażliwy - nie jest lekko. Na pewno nie w domu Jona. Jego rodzina pochodzi "stamtąd.'" I jak wszystkie rodziny pochodzące ze środkowej Europy musi w tym czasie cierpieć, nawet jeśli los oszczędza jej największych wstrząsów bezpośrednio. Jak poznawać świat? Jak go rozumieć? Jaką drogę wybrać?


            Kabat-Zinn mówi po latach:

"Pytania najcięższego kalibru stawiałem od najmłodszych lat; mój ojciec był wybitnym naukowcem o międzynarodowej sławie, a moja matka była nieprzeciętnie twórczą malarką. Obserwowałem ich oboje i widziałem dwa różne sposoby poznawania świata: przez dociekliwe naukowe pytania - to oczywiście mój ojciec, i przez emocje i zmysły - tak jak moja matka."

- Teraz, czytając, idziesz z małym Jonem do Muzeum Współczesnej Sztuki, a raczej chodzisz tam codziennie, bo twoja matka tam właśnie organizuje ci zajęcia przedszkolne. A po południu ojciec zabiera cię do laboratorium fizyki molekularnej na Uniwersytecie Columbia. Jedno
i drugie - myśli - ma w sobie coś. Jedno i drugie, czuje, zasługuje na uwagę. Może nie trzeba stawiać jednego nad drugim? Łagodnie godzi się z tym, co jest, i tu, i tam, bo jedno i drugie zakorzenia się w nim głęboko.


- Teraz zatrzymaj się, nie czytaj przez moment: ofiaruj sobie w myślach to, co czujesz - cokolwiek to akurat jest - jesteś mały, trochę zagubiony, niezdolny do oceny i wyboru, między molekułą i kolorową plamą, jesteś ot, taki sobie mały Jon.

 

*          *          *


- Mija kilkanaście lat. Jon studiuje biologię molekularną na MIT, wtedy - jeszcze bardziej niż dziś - centrum technologicznej innowacji. Chyba będzie naukowcem, idzie w ślady ojca.
Od czasu do czasu zbacza z drogi, co nie jest dla niego nowiną, nie przeraża go, nie wstydzi się tego; od dziecka bywa w różnych światach, na szczęście jest ich sporo. Funkcjonują równolegle. Czy dobrze, czy źle - to nie jest pytanie na teraz.


- Idzie na wykład Philipa Kapleau, tego, który napisał The Three Pillars of Zen. Ten wykład
i pisma Kapleau mają dla niego sens; z czasem zajmą w jego życiu dużo miejsca, ale nie może powiedzieć, że zastąpią coś, że dokonuje zerojedynkowego wyboru, że tylko to i nic innego. Bo Kepleau mówi: "The truth is that everything is ONE, and this of course is not a numerical one."


- Czujesz to? Czytasz, ale czy czujesz?

"Prawdą jest, że wszystko jest JEDNYM, i oczywiście to jeden to nie jest cyfra."


- Teraz o mnie, która piszę o Jonie Kabat-Zinnie: jego książki i wystąpienia (śledzone
w internecie) były dla mnie i nie były rewelacją; cokolwiek czytałam, chciałam podkreślić odblaskowym flamastrem, równocześnie myśląc i czując, że przecież ja to wiem. Też tak masz? To wrażenie, że Kabat-Zinn otwiera ci oczy i duszę na coś, co od dawna w tobie jest albo czego potrzebujesz, albo - jeszcze częściej - czego nie miałeś odwagi nazwać, zwyczajnie przyznać,
że to jest ci bliskie. U mnie tak było; zamiast ulec temu, co proste i autentyczne, szukałam psychologicznych i psychiatrycznych kategorii, filozoficznych systemów i logicznych związków.
            Kabat-Zinn mówi, że mindfulness to jest sposób życia, żadna tam metoda i terapia, na pewno nie zarządzanie stresem, to życie autentyczne, wenątrzsterowne, wyzwolone
z małostkowej walki o "moje na wierzchu." Piękne życie w obliczu katastrofy, żadna ucieczka, żadna walka, życie w środku tego, co rośnie i co się wali. Tyle o mnie.

 

- Teraz pomyśl, jak to jest u Ciebie. Dokładnie tak samo? Kompletnie inaczej? Każde z nas idzie własną drogą. A całkiem często przecież się mijamy. Zatrzymaj się, zanim zaczniesz czytać dalej.


*          *          *


- Jon kończy studia. Zaczyna pracę na MIT. Jego opiekunem naukowym jest Salvador Luria, laureat Nagrody Nobla w medycynie. Jon broni u niego pracę doktorską. Jest rok 1971. Kariera naukowa na MIT stoi szerokim otworem. Dlaczego miałby jej nie wybrać? Właściwie trudno znaleźć argument, chyba, że ty go znasz, chyba, że jest gdzieś w tobie.
            Jeśli medytujesz, odpowiedź na pytanie, co jest ci bliskie, co jest dla ciebie dobre, odwaga, niezależność myślenia prędzej czy później przybiera formę decyzji.
            Kabat-Zinn regularnie medytuje u Thich Nhat Hanha i Seung Sahna, studiuje w Insight Meditation Society, z czasem sam zaczyna tu nauczać, równocześnie prowadzi zajęcia z hatha yogi.
            Przełom, jak to przełom, pojawia się, jak grom z jasnego nieba. To ten ułamek sekundy, kiedy rodzi się pytanie, a spokój wewnętrzny, refleksja i jasność umysłu prowadzą do odpowiedzi. Kabat-Zinn mówi: "Siedziałem wtedy (tzn. medytował, bo "medytuję" i "siedzę" często używa zamiennie) nad tym, co i czemu sprawia nam tyle bólu. To była buddyjska medytacja, oczywiście. Wiedziałem już po sobie, że sporo mi rozjaśnia i bardzo na co dzień pomaga. I nagle, ni stąd, ni zowąd, pomyślałem: a czemu my, ludzie Zachodu, nie możemy spróbować sobie pomóc w podobny sposób?"

- Czyli jak? - pytasz.

- Medytując, to jest wyciszając umysł, rozpoznając emocje, słuchając ciała, nie oceniając, nie czekając na cud z zewnątrz, nie czekając na to, co będzie, ale będąc w tym, co jest.
            To była "eureka." Niektórzy mówią: oświecenie, enlightenment albo po prostu pomysł. To "teraz", od którego zależy każde później, czyli pomysł stworzenia programu dla ludzi cierpiących psychicznie i fizycznie.

 
            Kabat-Zinn rozmawia ze znajomymi lekarzami z okolic Bostonu. To zagłębie najtęższych mózgów w każdej dziedzinie, tym potężniejszych, że często interdyscyplinarnych.
W uniwersyteckiej klinice pyta: Jaki procent pacjentów uznajecie za wyleczony tylko dzięki waszej interwencji? "Dwadzieścia, może trzydzieści procent'' - słyszy w odpowiedzi. A co
z resztą? "Leczą się sami albo nie leczą się wcale."

- Pozorna dygresja: wszyscy pamiętacie profesora Religę? On też, próbując uświadomić ludziom, jak naiwna jest ich wiara, że konwencjonalna medycyna może być dla nas jedynym ratunkiem, powiedział: "W 70 procentach człowiek leczy się sam." Albo się nie leczy.
- Kabat-Zinn kończy program pomocy z wykorzystaniem medytacji, yogi, najnowszych odkryć dotyczących zależności funkcjonowania mózgu i trybu życia, korelacji umysłu i ciała. Jak nazwać ten program? "W tamtym czasie nie mogłem mówić o mind and body czy medytacji. Chcieliśmy przecież zaproponować program, który będzie dla wszystkich, którego skuteczność będzie badana naukowo, którego pacjenci nie będą narażeni na żadne światopoglądowe uprzedzenia." I tak powstał MBSR - Mindfulness-Based Stress Reduction.


- Teraz ty. Wyobraź sobie, że jesteś młodym naukowcem w naukowym pępku świata; rezygnujesz z kariery pod okiem laureatów Nagrody Nobla. Twój ojciec, ważny fizyk, jest co najmniej zaskoczony, kiedy mówisz mu, że od teraz pracujesz w piwnicy, ale nie, nie takim bejsmencie, jak na filmach, że okna, schodki, w sumie przytulnie, nie, tato, prawdziwa piwnica, ani jednego okna, ani jednego promienia słońca, ani jednej wiązki naturalnego światła.
- Bo tak zaczyna Center for Mindfulness; Kabat-Zinn mówi do szefa Kliniki Medycznej przy UMASS: jeśli nie macie nic do zaproponowania tym pacjentom, którzy cierpią na chroniczny ból, to zapytajcie ich, może zechcą skorzystać z naszego programu. I Kabat-Zinn "dostaje" pacjentów i piwnicę.

 
- Daniel Goleman, specjalista od inteligencji emocjonalnej, wspomina: "W pewnym sensie wszyscy byliśmy zaintrygowani medytacją, buddyzmem, Wschodem. Ale nikomu nie przyszło do głowy, żeby dla tego rzucić karierę naukową. Tylko Jon nagle postanowił postawić wszystko na jedną kartę; spotykam go kiedyś, a on mi oświadcza, że teraz uczy mindfulness w piwnicy. Super, mówię do niego i w duchu myślę: uff, a niech tam, może to pomoże mu przetrwać ten trudny, jak widać, okres, zanim znajdzie sobie jakąś porządną robotę."

- I tu kończy się faktograficzna część mojej opowieści. Wszystko inne możesz sobie przeczytać, gdzie chcesz albo nie czytać. W drugiej części będzie już tylko o tym, jak ja widzę Jona Kabat-Zinna, na podstawie moich spotkań z nim, treningu pod jego kierunkiem oraz w oparciu o to, co mówią jego  współpracownicy i przyjaciele.


           

 

Dorota Bartyzel-Dukaczewska
nauczycielka MBSR,

założycielka Mindfulnesscentrum,

terapeutka i dziennikarka

wróć do listy aktualności

Aktualności

29.12.2017

Zapraszamy na trening MBCT - Terapia depresji oparta na uważności w centrum Warszawy, przy Placu Zbawiciela. Termin: czwartki godz. 18.00 – 20.30, od 1.lutego do 22. marca 2018. Miałeś depresję,...

więcej
08.12.2017

Rekrutacja do Studium Nauczycielskiego MBSR już trwa! Zapraszamy na I otwarte spotkanie informacyjno-organizacyjne 20 stycznia 2018 w godzinach 17:30-19:30 sala 127 "Słoneczna" Naturalne Centrum...

więcej
05.12.2017

8-tygodniowy Program Redukcji Stresu MBSR (Mindfulness Based Stress Reduction) na Żoliborzu od 31.01.18 do 28.03..18 Co warto wiedzieć o programie? Program opracował neurobiolog prof. J. Kabat-...

więcej
05.12.2017

Specjalna edycja programu MBSR dla tych, którzy myślą, że nie mają czasu 4 spotkania w czasie 2 miesięcy W naszej szerokości geograficznej teraz zbliża się zima. Mało komu podobają się krótkie,...

więcej