Każdy może się dowiedzieć, kim jest i czym się zajmuje dr Linda Lehrhaupt. Wystarczy zatrudnić dowolną wyszukiwarkę internetową i ona po chwili (0,31 sekundy) skieruje nas na około 15 200 witryn, gdzie pojawiają się informacje na jej temat. Na stronie Polskiego Instytutu Mindfulness też jest notka o niej. http://www.polski-instytut-mindfulness.pl/programy/studium-nauczycielskie/wykladowcy Zdecydowałam się napisać o niej w dziale „Mistrzowie Mindfulness – przedstawiamy”, bo mam zaszczyt znać ją osobiście i chcę ją przedstawić jako Mistrzynię Mindfulness, z którą łączy mnie wyjątkowa więź.Czytaj więcej

Kiedy pierwszy raz spotkałam Lindę Lehrhaupt nic nie zapowiadało, że to spotkanie aż tak znacząco odmieni moje życie. Był listopad 2006, Oświęcim, XXI Auschwitz-Birkenau Bearing Witness Retreat – medytacje pokojowe organizowane przez Zen Peacemakers i roshi Berniego Glassmana, o którym napiszę przy innej okazji. Każda z nas uczestniczyła w tym odosobnieniu z własnych powodów, a dodatkowo okoliczności nie sprzyjały nawiązywaniu nowych towarzyskich relacji. A jednak… Już w kwietniu 2007, po kilku miesiącach korespondencji obie wiedziałyśmy, że chcemy się spotkać, skonkretyzować plany współpracy. I tak się stało. Linda przyjechała, zatrzymała się w moim domu za miastem. Któregoś wieczora siedziałyśmy przy ogniu buzującym w kominku i w pewniej chwili Linda zaprosiła mnie do skupienia uwagi na wskazywanych przez nią zjawiskach… W ten zwykły sposób pierwszy raz doświadczyłam prowadzonej medytacji w stylu Mindfulness. W ten zwykły sposób rozpoczęła się nowa epoka w moim życiu. Dla mnie, adeptki zen, było to przełomowe doświadczenie. Po latach poszukiwań świeckiej szkoły medytacji dowiedziałam się, że istnieje coś takiego jak Mindfulness. Po latach błąkania się pomiędzy różnymi cudownymi – lecz nie moimi – nauczycielami medytacji spotkałam Przewodniczkę, za którą byłam gotowa podążyć. Po latach uczenia innych odkryłam w sobie postawę ucznia, otwartość i elastyczność, a także przestrzenie niewiedzenia i zaufania. Po latach pracy z ludźmi odkryłam nowe możliwości, narzędzia i inspiracje. Do dziś całe to wydarzenie traktuję jako cudowne potwierdzenie mądrości życia: gdy uczeń jest gotowy – pojawia się nauczyciel. I tak Linda Lehrhaupt stała się moją Nauczycielką. Dzięki jej otwartemu sercu rozpoczęłam praktykę Mindfulness. Od niej dostałam pierwszą płytę z bodyskanem, z jej inicjatywy wzięłam udział w szkoleniu nauczycielskim w Szwajcarii, to w jej domu dostałam do rąk mój certyfikat nauczycielski MBSR, konsultowałam z nią swoje pierwsze kroki jako nauczycielki MBSR, omawiałam z nią plany rozpoczęcia szkoleń nauczycielskich MBSR w Polsce. Od tamtej pory minęło wiele znaczących, ważnych dla mnie lat. Nasza znajomość ewoluuje, spotykamy się w różnych okolicznościach, również na przyjacielskim gruncie. Do dziś jednak pielęgnuję ten wyjątkowy aspekt naszej znajomości – role mentorki i jej podopiecznej. Mam szczęście doświadczać jej niezwykłej postawy nauczyciela Mindfulness. Hojnie dzieli się swoją wiedzą, doświadczeniem, wspiera, gdy jest to potrzebne, zostawia mi przestrzeń do własnych poszukiwań, błędów, pomyłek, a więc odkryć i sukcesów. Od niej zaczerpnęłam inspirację do wielu pięknych ćwiczeń, które stosuję w mojej pracy. Jednym z przykładów jest medytacja, którą nazywam „Mój świat”. Jest to medytacja wykonywana w pozycji stojącej, najchętniej w naturalnym otoczeniu, na świeżym powietrzu. Łączy w sobie elementy skanowania ciała, uważnego patrzenia, obserwację aktywności umysłu i postrzeganie wielozmysłowe. Teraz, gdy piszę ten tekst, przypominam sobie liczne chwile, gdy Linda zaskoczyła mnie jako mentorka i nauczycielka medytacji. Nie ma tu przestrzeni na wiele przykładów, ale mam ochotę przedstawić jedną z medytacji podczas pierwszego prowadzonego przez nią odosobnienia Mindfulness w Polsce, które zorganizowałam we wrześniu 2011. Podczas medytacji bieżącej chwili Linda zadała pytania, które do dziś mnie zatrzymują: „Czy możesz pozwolić, żeby ta chwila była taka, jaka jest? Czy wytrzymasz ją bez prób zmieniania rzeczywistości? Czy jesteś w stanie czuć to, co teraz czujesz? Myśleć to, co w tej chwili myślisz? Odbierać takie sygnały z ciała, jakie odbierasz? Czy pamiętając o zmienności życia, możesz poczekać spokojnie na zmianę, czy może odczuwasz przymus wymuszania zmian, zgodnie ze swoim wyobrażeniami?” Gdy siedzieliśmy w milczeniu, każdy w poszukiwaniu własnych odpowiedzi, z zamkniętymi oczami, nagle w tej ciszy usłyszeliśmy znaną piosenkę Beatlesów – „Let it be, let it be”. To Linda ją nam pięknie zaśpiewała. A ten tekst stał się prawdziwie słowami mądrości, którymi się wspieram w potrzebie. Do dziś czuję wzruszenie, gdy wraca do mnie ta chwila – było w niej coś niezwykle osobistego, jakby się dzieliła z nami wszystkimi swoim doświadczeniem, że gdy jest nieprzyjemnie, boleśnie, wtedy nawet jej trudno zgodzić się, żeby było, jak jest. Piszę „nawet jej”, bo zdaję sobie sprawę, że oczekiwania, a nawet wymagania uczniów wobec nauczycieli są ogromne. Nie wdając się w szczegóły nauczyciel ma być mistrzem i zawsze, niezależnie od okoliczności wzorem postawy Mindfulness. Dla wielu osób postawa Mindfulness oznacza bardziej konkretne zachowania niż rzeczywiste jakości stanowiące ich podstawę. Cztery szlachetne postawy: miłującej dobroci, współczucia, współradości i nierozróżniania mają się manifestować w określony sposób, którego atrybutami są stoicki spokój, łagodny głos, czuły uśmiech. Ten, kto tak myśli, nawet nie zauważa, że pozbawia Nauczyciela prawa do postawy „nie wiem”, do czucia tego, co czuje i wyrażania swojej prawdy na swój sposób. Takie naiwne i może nawet wzruszające oczekiwanie pokazuje tęsknoty i potrzeby początkujących uczniów w tak oczywisty sposób, że niektórzy nauczyciele może ulegają pokusie, aby je spełniać. Linda Lehrahupt do nich nie należy, jest wierna sobie i swojej prawdzie, demonstrowanej na jej własny, unikalny sposób. Z pełną świadomością konsekwencji takiej postawy dba o swoją wolność pojmowaną tak, jak to opisała Virginia Satir: Widzieć i słyszeć to, co jest tutaj, zamiast tego, co być powinno, było lub będzie. Powiedzieć to, co się czuje i myśli, zamiast tego, co powinno się czuć. Czuć to, co ktoś czuje, zamiast tego, co powinien. Pytać o to, czego się chce, zamiast ciągłego czekania na pozwolenie. Zaryzykować na swoją odpowiedzialność, zamiast wybierania bezpieczeństwa na dryfującej łodzi. Dla mnie to jest właśnie Mistrzostwo – bycie osobą świadomą swoich wartości, mocnych i słabych stron, która niczego nie udaje, nie odgrywa ról, nie spełnia nierealistycznych oczekiwań. Jest na tyle odważna, żeby nie kreować się na kogoś doskonałego i jednoznacznie wyrażać swoje opinie, nawet te, które mogą być uważane za kontrowersyjne. Stać Ją na bycie sobą – silną, wyrazistą i spontaniczną, pełną humoru, wnoszącą atmosferę autentyczności i świeżości. Dla mnie każde spotkanie z nią to praktyka Mindfulness – świętowanie życia. Takiego jakie jest.
Napisała Małgorzata Jakubczak
%d bloggers like this:

Zapis na Pauzę

Wyrażam zgode na przetwarzanie moich danych osobowych.

FreshMail.pl