Zaraz po powrocie z retreatu na Krecie wiele znajomych osób chciało się dowiedzieć, jak było. Jestem ogólnie chętna do dzielenia się, ale co tu odpowiadać, skoro cały ten czas był jak ilustracja mojego ulubionego wersu autorstwa Marcina Kydryńskiego:

„Szczęśliwy ten z nas, kto żyje uważnie, bo dotrze do prawd za granicą słów”

A co jest za granicą słów? Jaka prawda? Pewnie u każdego coś innego. U mnie za granicą słów jest przygoda, a w niej nagłe uderzenia obudzonych emocji, szept najglębiej ukrytych wartości, nieskażona żadnym światopoglądem duchowość. To jest tak osobiste, że zamiast się dzielić moimi intensywnymi przeżyciami, jestem raczej skłonna opowiedzieć jakąś kreteńską przygodę.

Ba, ale którą?

Może medytację w jaskini, gdzie mnisi pustelnicy raz do roku spotykali się na wspólne modły a my chcieliśmy jak najdłużej praktykować w brzuchu Ziemi…

A może spotkanie z Michelisem, pięknym rybakiem pracującym na morzu libijskim, który osobiście serwuje swoje połowy w tawernie na plaży tak dzikiej, że nie ma na niej ani jednej ławki ani parasola i poza Kreteńczykami nikt tam nie zagląda…

A może tę niezwykłą chwilę, gdy nam drogę zagrodziło stado owiec wędrujące bez pasterza po górskiej drodze a my zapatrzyliśmy się na ich zabawnie merdające ogony…

A może medytację na plaży w labiryncie, który po zimowych sztormach jest corocznie wiosną odbudowywany przez jakąś „niewidzialną rękę”….

Może naszą medytację u świętego źródełka, które od tysiącleci ludzie czczą jako uzdrawiający dar niebios….

Rozsiedliśmy się tuż przy studzience i po chwili delektowaliśmy się poczuciem, jacy jesteśmy nadzwyczajni, bo nie pędzimy jak wszyscy w dół wąwozu, lecz kontemplujemy to miejsce i żywioł wody z całą uważnością na jaką nas stać. Wspierały nas w tym przekonaniu spojrzenia zaciekawionych turystów, którzy zatrzymywali się, żeby przyjrzeć się naszej grupce. Nasze Ega rosły, rosły, rosły… aż tu nagle między nami a samym źródełkiem pojawił się okazały tył pewnego turysty, który wypinając się tuż przed naszymi oczami starannie i powoli płukał w tej świętej wodzie swoje winogrona. Jego plecy okazały się kompletnie niewrażliwe na naszą obecność, jakby nic sobie nie robiły z nas i naszej nadzwyczajności. Trwało to jakąś dłuższą chwilę dostarczając nam okazji do obserwacji aktywności umysłu. Po jakimś czasie pan zakończył płukanie winogron, następnie się pobożnie przeżegnał, pomodlił, dokonal jakiegoś rytualnego obmycia twarzy świętą wodą i nie obdarzywszy nas ani jednym spojrzeniem ruszył w swoją stronę. Dzięki Nauczycielu….

I takich przygód było mnóstwo, każdego dnia coś nowego, jeszcze bardziej zaskakującego, poruszającego, zabawnego.

To raczej wątki na długie zimowe opowieści niż materiał do krótkiego wspominkowego tekstu, więc jeśli chcesz, możesz poczuć atmosferę naszej wyprawy na filmiku: https://tiny.pl/tpkbz

Poza tym, 14 grudnia organizujemy spotkanie medytacyjne w kreteńskich klimatach. Więcej info tutaj: https://www.polski-instytut-mindfulness.pl/medytacje-po-kretensku/ Zapraszamy.

%d bloggers like this:

Zapis na Pauzę

Wyrażam zgode na przetwarzanie moich danych osobowych.

FreshMail.pl